poniedziałek, 25 listopada 2013

Nie chwal dnia przed zachodem słońca

Bywa, że pochwalimy coś zawczasu, po czym żałujemy tych słów szczególnie, kiedy z rozpędu przekażemy coś dalej. Tak się stało w przypadku "Projektu Tyszka". Zobaczyłam pozostałe odcinki i mój entuzjazm spadł o połowę.



Zaczęłam więc od najlepszego odcinka, a później było już tylko gorzej. Wrażenie jedno z programu - reklama na wyrost. Stawianie prowadzącego ponad innych fotografów, rozdmuchane hasła wychwalające pod niebiosa sławę i cześć bohatera. Hmm, nie mówię, że trzeba być nadmiernie skromnym, ale nie cierpię takiej ostentacyjności.
Nie pisałabym tego posta, gdyby nie pewien fakt, który mnie aż zszokował. Manipulowanie opinią publiczną jest niestety na porządku dziennym w pewnej telewizji. Otóż - przedstawiono fakt jakoby Tyszka należał do nurtu wyjątkowych, oryginalnych fotografów, którzy mają sentyment do tradycyjnego prezentowania zdjęć w formie dużych odbitek, a nie cyfrowo jak to wszyscy dookoła czynią. Chodzi taki po świecie, wszystkich pozytywnie szokuje swoją 15 kilogramową teczką i wyłudza okrzyki zachwytu. Klienci zaskoczeni odbitkami papierowymi walą drzwiami i oknami po tego, jedynego w swoim rodzaju, fotografa. 
Nic bardziej bzdurnego. Jest taki gatunek fotografów, który nie istnieje bez teczki wypchanej doskonałymi, papierowymi powiększeniami swoich prac. Są to fotografowie mody właśnie, do których należy nasz rodzimy Tysio. Z nimi nikt nawet nie rozmawia, jeżeli nie mają pod ręką takiej teczki. Pisze o tym każda ambitniejsza książka fotograficzna dotycząca fotografowania mody i podkreślają to też sami fotografowie mody.
Program sprawia wrażenie reklamy, prowadzący jest światowy - mieszka w Paryżu, jeździ po świecie, my Polaczki możemy tylko zazdrościć. No chyba minęły czasy, kiedy zachód nam imponował... już nie ma komuny. Myślałam, że proporcje w tym programie będą odwrotne.
Nie jestem hipokrytką i nie nawołuje, aby się nie chwalić, ale jeżeli ktoś ma już taką renomę o której przecież wszyscy wiemy, to program mógłby być bardziej rzeczowy niż nastawiony na górnolotne hasła jak ze zwykłej reklamy i chwalenie się światowym życiem. To nie świadczy o klasie. Oczy mi nie zaświecą, kiedy słyszę, że ktoś lata samolotem, pije kawę w modnym bistro w Paryżu czy przyjaźni się z królową. O nie, nie jestem taka prosta. Moje oczy będą błyszczeć, kiedy zobaczę sesję modową, kilkunastu asystentów przy pracy, dowiem się od technicznej strony jak powstaje sesja do magazynu Vogue czy zobaczę 200 metrowe studio z masą świetnego sprzętu a przy tym fotografa przy pracy. I kiedy dowiem się - ile w finalnym efekcie było jego pracy, a ile to zasługa całego sztabu ludzi. Mam wrażenie, że program ten to kolejne show, a miny jego "zwykłych" bohaterów są bezcenne.

"Skromnym należy być tylko wtedy, gdy już inni wiedzą o twojej wielkości. Wcześniej jest to głupie i niczemu nie służy" - profesor


Wydaje mi się, że Marcin Tyszka jest już po stronie tych wielkich - po co to tak nadmiernie i jaskrawo eksponować?

A program będę śledzić, a "nóż widelec" trafi się znowu coś interesującego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz