czwartek, 6 lutego 2014

Szkoła fotograficzna

Długo mnie nie było na blogu, a to za sprawą tego iż miałam na wychowaniu przez tydzień siostrzenicę Wiktorię (tą, która lubi fotografować) i nie miałam dostępu do komputera, a zaraz po tym wspaniałą, lecz wymagającą sesję fotograficzną - Walentynkową - zmysłową i lekko erotyczną (ale tak ciut ciut bardzo ze smakiem). Atłasy, podwiązki, płatki róż i prześliczna dziewczyna. Ale o tym przy innej okazji opowiem więcej :) Mogę opowiadać po Walentynkach do woli, a przed obowiązuje mnie tajemnica lekarska ;)) 
Z małą siostrzenicą też urządziłyśmy sobie sesje - motyw przewodni: dwa warkoczyki :) 
A dziś jestem bardzo podekscytowana, bo jak co roku od paru lat, dostałam się na Śląski Maraton Fotograficzny - najulubieńszą i wyczekiwaną przez ze mnie cały rok imprezę. Nigdy nie mogę doczekać się tegorocznych nazwisk, a dziś takie zaskoczenie TADEUSZ ROLKE!!!!! Maraton organizowany jest przez Fotoedukację - szkołę, w której kształciłam się na specjalistę fotografii klasycznej. O samym maratonie napiszę w osobnym poście, a tu chciałabym pokazać, że warto się kształcić w szkole fotograficznej :)

Szkoła fotograficzna rozwija skrzydła, Ci co jej nie ukończyli zazwyczaj mówią, że szkoła nie jest potrzebna, bo są samoukami. Nie zgadzam się z tym i absolwenci też się nie zgadzają - zgodnie twierdzimy, że szkoła układa klocki w głowie w kolejności w jakiej mają być, uczy patrzeć i przede wszystkim rozumieć to na co się patrzy. Wyplenia chwasty, które się nabywa obcując z ludźmi, którzy przeczytali kilka książek i mają się za specjalistów lub własne błędne interpretacje. Ta szkoła dała nam w kość ;) Nie było łatwo, niektórzy odpadli w przedbiegach. Na piątki trzeba było zasłużyć, a pały za niezrozumienie zadania sypały się z radością - albo i zrozumienie, lecz brak wyobraźni ;) Szkoła w trybie co dwa tygodnie robiła się trybem co tydzień, zadania z tygodnia na tydzień się piętrzyły - a to portret dynamiczny (niektórzy wiedzą o czym ja mówię - meksyk to był w naszej grupie;), a to reportaż, a to plener z modelkami, a to testownie obiektywów (test aparatu - przygotowane studio, modelka, światło a w roli głównej Pentax 645! Wiecie co to za aparat? 50 tys zł za korpus, cyfrowy średni format - ale, przecież Pentax jest dla amarotów ;), a to wystawa, a to tematy do realizowania KREATYWNIE! a przy tym żonglerka odbitkami :D Po rozdaniu dyplomów byliśmy zmęczeni jak mopsy po biegu - ale było warto! Wyczuliłam się na kompozycję -  Grzegorz Klatka na każde zajęcia targał ze sobą stosy grubaśnych albumów - kazał oglądać, patrzyliśmy - gdzie kiedyś widziałam chaos (i nie rozumiałam fenomenu zdjęć) dziś dostrzegam majstersztyk. Nigdy nikomu już nie powiem gniot, kompozycja centralna do bani, czy coś tam, bo w szkole takich haseł się nie używało i one nie świadczą o klasie fotografa, jego wiedzy i umiejętnościach. Witold Cichocki mawiał - nie ten jest fotografem, kto jeździ do Afryki i przywozi zdjęcia piramidy i wielbłąda, a wszystkim kopara opada i ściska ich w żołądku, że sami nigdy nie zrobią takich pięknych zdjęć, bo nie pojadą do Afryki, ale ten jest fotografem kto wyjdzie na własne osiedle, blokowisko czy podwórko i zrobi zdjęcia zwykłych rzeczy zapierające dech w piersiach! Mówią o mnie, że mam oko fotograficzne, nauczycielka ze szkoły Joanna Chudy (chyba najwięcej wniosła w moją świadomość fotograficzną, bo udelikatniła mnie na obraz) namawiała mnie gorąco na studiowanie w łódzkiej filmówce na wydziale fotografii, ale niestety zaoczną zamknęli w tamtym czasie ;/ Antoni Kreis tak opowiadał o fotografii produktowej, że zapragnełam ją robić. Nie reklamową, gdzie cały sztab ludzi tworzy jedno zdjęcie, ale właśnie skromny jeden produkt we własnej osobie pokazać tak pięknie, aby chciał ktoś go kupić. Uwielbiam sprawiać, że ludzie czują się pięknie na moich zdjęciach i przedmioty także. Dzięki wiedzy jaką nam przekazał zrobiłam już kilka zleceń produktowych w tym jedno bardzo duże. 
Szkoła pomogła mi przełamać nieśmiałość w fotografowaniu ludzi, baa zrobiłam coś czego bym się nie ośmieliła i robiłam to będąc tak nieśmiałą, że miałam ochotę uciec - reportaż z życia w Domu Opieki Społecznej - to moja praca dyplomowa pod przywództwem Przemysława Jendroski. Powiesz - nic, albo banał. Może i tak - ale wejdź do cudzego domu, w cudze życie, w prywatną przestrzeń, baaa w przestrzeń pełną choroby, a co za tym idzie i wstydu - i rób zdjęcia, po to by je gdzieś pokazać, obcym ludziom, ludziom z zewnątrz. Jak wielka na Tobie spoczywa odpowiedzialność - wiesz? A po czasie okazuje się, że ludzie którzy Ci zaufali, dopuścili do swojego życia - nie żyją, odchodzą jeden po drugim, a Ty byłeś ostatnią osobą, która ich fotografowała. Trochę w tym jest bezczelności Diane Arbus, ale również wrażliwości Zofii Rydet. Kocham te fotografie, pokaże Wam je w swoim czasie. Jeżeli ktoś mnie pyta czy warto iść do szkoły fotograficznej to odpowiadam - nie ma pytania czy warto - odpowiedź jest - trzeba iść! Jeżeli się myśli o fotografii zawodowo tym bardziej. Mnie paru klientów pytało o szkołę :) Ja swojej szkolno-fotograficznej edukacji nie skończyłam jeszcze, bo mam świadomość, że jeszcze jest wiele tajemnic przede mną - najgorzej gdy ktoś tkwi we własnym radosnym przeświadczeniu, że umie już wszystko. Krzysztof Niesporek zawsze powtarzał - uczę się całe życie! I uczył i nas - fotografii portretowej, studyjnej. Rozumiałam go w mig i jego poczucie humoru - aczkolwiek nigdy nie zapomnę jak uwierzyłam i zrobiłam wielkie oczy, jak wyciągnął z torby folię - taką dużą, budowlaną, do ochrony mebli przed np kapaniem farby. Rzekł - wiecie co to jest? A my "paczymy", nie wiemy - a on kontynuuje - to specjalna folia fotograficzna, z drobinkami diamentów, sprowadzana specjalnie na te zajęcia ze Stanów Zjednoczonych, daje rewelacyjne efekty fotograficzne, kosztowała ileś tysięcy, po sesji trzeba ją ostrożnie złożyć, szanować i zachować na raz następny - a nam oczy rosły jeszcze bardziej. Potrafił tak opowiadać ;) w końcu się zlitował nad nami, roześmiał i rzekł, że to zwykła folia budowlana! Czułam się jakby mi kto na głowę wylał wiadro wody ;) A potem rozpoczęła się sesja - folia na statywach, za nią modelka, kolorowe światło - trzeba było tak zrobić zdjęcie, aby nie było odblasków lub były ale zamierzone - nieskromnie powiem, że mnie się to udało, a Pan Krzysztof powiedział patrząc mi w oczy - jestem z Ciebie dumny! :D Oto to zdjęcie:


Później zdjęcie w tonacji niebieskiej przekonwertowałam na czarno-białe oraz dodałam białą winietkę, aby jeszcze bardziej je odrealnić.
Gdy dziś rozstawiam światło studyjne zawsze sobie myślę - a jakby to zrobił Krzysztof Niesporek... :)
Ahh, no przecież - pokora! Pokora to jest to co wyniosłam ze szkoły fotograficznej :)

Ale, ale skoro już wspominam wykładowców to potrzeba jeszcze "kropki nad i" - nie można zapomnieć o cyfrowym wywoływaniu zdjęć i wielce perfekcyjnym pod tym względem, pozytywnie narwanym Ireneuszu Borowskim, który nauczył mnie nowego Photoshopa cs 5 (miałam przyjemność go posiadać ledwo od 5 min legalny, polski i pachnący nowością) w jeden rok i perfekcyjnej obróbki obrazu - głównie twarzy! Bez niego moje zdjęcia nie były takie jakie dzisiaj są, a moje modelki nie wyglądałyby jak gwiazdy :D

Dziękuję wszystkim za cierpliwość, za pozytywne słowa i za danie mi wiary w siebie, że mam szansę osiągnąć w fotografii swoje cele. Dziękuję też zarządowi, że czuliśmy się w tej szkole jak vipowie witani gustownym kamerdynerem - tak, naprawdę taki był. I dziękuję za wyróżnienie po rozdaniu dyplomów - grubaśna książka świeci do mnie z mojej specjalnej półki na książki fotograficzne i przypomina o najmilszej szkole ever!

Ps. Szkoła, w której jak kawa na ławę podaje się nazwiska wykładowców jest godna zaufania :) O wyborze tej szkoły właśnie to zdecydowało i nazwisko - Niesporek, bo to nazwisko kojarzy chyba każdy w naszym regionie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz