piątek, 14 marca 2014

Poznajmy się :)

Plątałam się po świecie szukając swojej drogi. Choć ciągnęło mnie na kierunki artystyczne wybrałam - zgodnie z rozsądkiem - ekonomię. Nim trafiłam na fotografię skończyłam trzy szkoły o kierunkach ekonomicznych. I wciąż mi czegoś brakowało.
Aż w końcu nabyłam aparat fotograficzny. I wpadłam jak śliwka w kompot - w fotografię. 

  Zdjęcie prezentuje profesjonalny plan zdjęciowy - modelkę w naturalnym futrze, wazon pełen sztucznych kwiatów oraz tło podparte kijem od miotły ;)
Mówią, że fotografowie dzielą się na tych, którzy, pewni swej wartości, zachwycają się swoimi dziełami i na tych, dla których widmo osiągnięcia artystycznej doskonałości wciąż jawi się na horyzoncie. Ci drudzy wciąż biegną za fatamorganą, a gdy już zbliżą się do niej, ona znika i znów mgliście pojawia się na horyzoncie. Ja należę do tej drugiej grupy, a poprzeczka wciąż jest coraz wyżej i wyżej. Może to i dobrze. Nie spoczywam na laurach. Wciąż się uczę, poszukuję, analizuję, czerpie od coraz to lepszych i tworzę. Kocham ten twórczy kocioł, och kocham kocham...
Ale... po emocjach przyszło opamiętanie i nagle z czeluści pamięci, nieśmiało, wyłaniają się wspomnienia. Otóż, ja wcale nie odkryłam fotografii w wieku 22 lat. Ja się wychowałam obcując z fotografią.
A moje liczne zabawy w fotografa? Wyciąganie z szafy rodziców dużego srebrnego aparatu w skórzanym etui. Pamiętam ten zapach... skóry i olejów. Pierwsze co robiłam to z zamkniętymi oczami i oddechem historii na plecach zaciągałam się nim głęboko ;) Później następowało fotografowanie. Bez kliszy  fotografowałam siostrę, moją towarzyszkę zabaw.
A fotografowanie bez aparatu w plenerze? Jak to bez aparatu! Ano da się, kiedy dziecko pomysłowe i z ogromną wyobraźnią. Robiłam z rąk i palców prostokątny kadr, a kiedy skomponowałam obraz to naciskałam spust migawki - klik mrugnięciem oczu i gotowy obraz zapisywał się na dysku twardym w mojej pamięci w głowie. Do dziś pamiętam co sfotografowałam, bo choć nie miałam aparatu w rękach to kliszę - nawet tą pamięciową - należało szanować.
Kiedy moja siostra biegała jak oparzona po łące, to ja w tym czasie rejestrowałam niezliczone ilości obiektów wartych sfotografowania. Dostrzegłam najmniejszy kwiatuszek w trawie, podczas kiedy inni obojętnie obok niego przechodzili. Nie rozumiałam tej obojętności, tego niewidzenia. Przez to byłam postrzegana jako osoba powolna i ociężała - ale tak naprawdę nikt nie widział ile w tym czasie zdążyłam zarejestrować. To mi przypomina jak Marion z Dwa dni w Nowym Jorku opisywała siebie: 

"Byłam wyjątkowym dzieckiem, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wiecznie się spóźniałam błądząc we własnym świecie. Godzinami wpatrywałam się w różne rzeczy, słyszałam nawet głosy ptaków, ślimaków, mrówek. Inni rodzice byliby na pewno zaniepokojeni, lekarze chcieli pchać we mnie leki, ale mama kupiła mi polaroida. Zamiast się godzinami na coś gapić, robiłam temu czemuś zdjęcia." - Marion o sobie. (i o mnie;))) MAMO - ONA JEST DEBILEM?! Siostra o Marion ;)" - film jest francuski, dlatego bezprecedensowe poczucie humoru.

Niestety, u mnie nikt nie wpadł na to, żeby mi kupić aparat i dać kliszę - fotografowanie było poważne i nie było dla dzieci. 
Za to od dziecka uczestniczyłam w licznych sesjach fotograficznych - dziecięcych rzecz jasna - które odbywały się w naszym mieszkaniu. Mama była odpowiedzialna za ustawienie sceny, tła, rekwizyty, stylizację dzieci oraz kierowanie modelkami (nami). Ojciec był fotografem (nie profi). Z powagą, w ciemnościach toalety, zakładał film. Dla nas drzwi były zamknięte - co się tam działo, pewnie same cuda i dziwy. 
Potem następowała sesja, a sesja nie byle jaka. Modelki występowały w naturalnych futrach, kogo stać było w latach '89 na futra dla dwóch dziewczynek (i dziś patrzę na to ze zgrozą). Wazon i sztuczne kwiaty to, prócz futer, nieformalny podpis mojej mamy na zdjęciu. Element skarpety w prawym dolnym rogu to podpis mojego taty...

 
I tak to leciało dalej.
Cofnęłam się do początków mojego istnienia. 
Dziś jestem fotografem, po latach błądzenia w końcu wdepnęłam na właściwą drogę. Można powiedzieć, że trochę czasu straciłam, ale z drugiej strony nauka w szkołach ekonomicznych pomogła mi w prowadzeniu działalności gospodarczej. 
Każdy kto publikuje coś w internecie, nie tylko fotograf, stwarza tak zwany opis "o mnie". Niektórzy jadą pompatycznie w abstrakcje inni wypisują same konkrety - typu mama dwojga dzieci. Bardzo lubię czytać te opisy.
Ja jak zwykle nie zmieściłam się w kilku zdaniach. 
Na koniec mogę dodać, że jestem absolwentką szkoły fotograficznej, która to szkoła bardzo mnie rozwinęła i bez niej na pewno nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. I jestem wegetarianką :) 

Szybko, w skrócie i z kopyta:

Fotografuję od dziecka, ale z przerwą. Skończyłam kierunki ekonomiczne, a potem fotograficzny. Moją domeną są fotografie studyjne oraz reportaż. Kocham to co robię, a moje hobby stało się moją pracą :)

I tyle.
Teraz czas na dorobek artystyczny, który będę mogła podsumować za 30 lat ;)
Pozdrawiam :)

Mama na backstagu i ja ;)

2 komentarze:

  1. No i fajnie że focisz..ja też focę choc ostatnimi czasy z braku chwili nie biorę aparatu do ręki. Jaworską pozdrawia Jaworski..tyle że Mariusz Tomasz

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy nie jest tajemnicą w której szkole skończyłaś fotografię. Dobiegam 30-tki jednak poważnie rozważam dalsze kształcenie:)

    OdpowiedzUsuń