piątek, 14 marca 2014

Poznajmy się :)

Witajcie,
Dzisiaj chciałabym troszkę opowiedzieć o sobie :)
Moja fotograficzna przygoda rozpoczęła się we wczesnym dzieciństwie. Mój tata miał dwa metalowe, pachnące smarami, piękne aparaty w skórzanych pokrowcach. Wyciągałam je z szafy i bawiłam się w fotografa robiąc siostrze zdjęcia. Uwielbiałam naciągać migawkę w aparacie Vilia, zawsze działała doskonale i bez kliszy robiłam zdjęcia. Drugi nasz aparat to był Fed 5 w wersji B. Ten aparat nie był dla mnie tak wygodny - większy i cięższy, a z czasem pozostał po nim tylko pokrowiec.

  Zdjęcie prezentuje profesjonalny plan zdjęciowy - modelkę w naturalnym futrze, wazon pełen sztucznych kwiatów oraz tło podparte kijem od miotły ;)
Robiłam również zdjęcia w plenerze i to bez aparatu! Byłam dzieckiem pomysłowym z dużą wyobraźnią. Z paluszków robiłam prostokątny kształt, komponowałam obraz a następnie "naciskałam spust migawki" - "klik" - mrugnięciem oczu i obraz gotowy zapisywał się na dysku twardym w mojej pamięci w głowie. Do dziś pamiętam co sfotografowałam, bo choć nie miałam aparatu w rękach to kliszę - nawet tą pamięciową - należało szanować.
Kiedy moja siostra biegała po łące, to ja w tym czasie dostrzegałam niezliczone ilości obiektów do sfotografowania. Dostrzegłam najmniejszy kwiatuszek w trawie, podczas kiedy inni obojętnie obok niego przechodzili. Nie rozumiałam tej obojętności, tego niewidzenia. Przez to byłam postrzegana jako osoba powolna, może i leniwa - ale tak naprawdę nikt nie widział ile w tym czasie zdążyłam "zrobić zdjęć". 

I tak mi się to teraz przypomniało - Marion z Dwa dni w Nowym Jorku opisywała siebie: 

"Byłam wyjątkowym dzieckiem, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wiecznie się spóźniałam błądząc we własnym świecie. Godzinami wpatrywałam się w różne rzeczy, słyszałam nawet głosy ptaków, ślimaków, mrówek. Inni rodzice byliby na pewno zaniepokojeni, lekarze chcieli pchać we mnie leki, ale mama kupiła mi polaroida. Zamiast się godzinami na coś gapić, robiłam temu czemuś zdjęcia." - Marion o sobie. (i o mnie;))) 
- MAMO - ONA JEST DEBILEM?! - Siostra o Marion ;)" - film francuski, dlatego bezpardonowe poczucie humoru. Koniecznie zobaczcie obie części :)

Niestety, ja nie dostałam polaroida i w tamtym czasie też nawet taka Vilia byłaby trudna dla mnie, bo mówimy tu u wieku ok. 8 lat, ale kiedy pojawiły się automatyczne aparaty kompaktowe to już mogłam sobie poużywać na kliszy :)

Od dziecka uczestniczyłam w licznych sesjach fotograficznych - dziecięcych rzecz jasna - które odbywały się w naszym mieszkaniu. Mama była odpowiedzialna za ustawienie sceny, tła, rekwizyty, stylizację dzieci oraz kierowanie modelkami (nami). Ojciec był fotografem-hobbystą. Z powagą, w ciemnościach toalety, zakładał film do aparatu. Dla nas drzwi były zamknięte - co się tam działo, pewnie same cuda i dziwy 😏
Potem następowała sesja, a sesja nie byle jaka. Modelki występowały w naturalnych futrach, kogo stać było w latach '89 na futra dla dwóch dziewczynek (i dziś patrzę na to ze zgrozą). Wazon i sztuczne kwiaty to, prócz futer, nieformalny podpis mojej mamy na zdjęciu. Element skarpety w prawym dolnym rogu to podpis mojego taty... 😂

 

A kiedy pojawił się u nas ten wcześniej wspomniany kompakt to i ja mogłam w końcu pstrykać na kliszy. Klisza pojawiała się zawsze przy okazji przeróżnych uroczystości jak i wyjazdów. Wydaje mi się, że najczęściej to ja łapałam za aparat - od razu zagarnęłam go dla siebie. Poznaję przecudne zdjęcia rodzinne, które zrobiłam. Oczywiście one nie są przecudne, bo są profesjonalne i bezbłędne, tylko są wspaniałe w swoim emocjonalnym charakterze. Chwile, które są na nich zapisane, są po prostu piękne.
Kiedy byłam nastolatką robiłyśmy sobie z przyjaciółką sesje fotograficzne, oczywiście z obowiązkową romantyczną jak nam się wydawało, zaschniętą różą ;) Były też inne sesję znajomych itd. 
Aparat niestety skończył swój żywot, kiedy byłam już młodą dorosłą, wylały się w nim baterię i potem już nie wiem co się z nim stało. Żałuję, że nie wiem nawet też jaki to był model.

I był to okres, w którym zostałam bez aparatu, ale było to tylko kilka lat. W końcu pojawiły się telefony z aparatami i od tamtej pory już znowu aparat był obecny w moim życiu. A potem już tylko aparatów przybywało.

Średnią szkołę, policealną i studia wybrałam z kierunków ekonomicznych. Wygrały względy pragmatyczne, ale w między czasie zaczęła się we mnie rodzić ogromna fascynacja fotografią profesjonalną. Zaczęłam sporo czytać, kupowałam książki i gazety, które pochłaniałam, w internecie szukałam wiedzy, w końcu po zdaniu licencjatu zdecydowałam, że tym razem posłucham głosu serca - i zapisałam się do szkoły fotograficznej!
A tam, kiedy pierwszy raz usiadłam w ławce... kiedy wykładowca zaczął prowadzić lekcje o fotografii... czułam się jak Harry Potter w Hogwarcie! Byłam najszczęśliwsza na świecie :)
Następnie kontynuowałam naukę w Związku Polskich Artystów Fotografików w Katowicach i później na licznych kursach, warsztatach itd, a tak naprawdę fotografii uczę się od tamtej pory cały czas. To jest naprawdę ogrom wiedzy do przyswojenia i nie wiem czy w życiu zdążę się naumieć tego wszystkiego co umieć bym chciała.

Dzisiaj posiadam swoje niewielkie studio fotograficzne i zajmuję się fotografią portretową, ale też zajmuję się wieloma innymi fotograficznymi działaniami. Fotografia to nadal moje największe hobby. Należę też do Krajowego Cechu Fotografów :)

Na koniec chciałabym podziękować za odwiedziny na moim blogu. Od roku 2022 r. nabierze on trochę innego, usystematyzowanego charakteru. Wiem już na czym chciałabym się tutaj skupić. Mam nadzieję, że będzie miło i przyjemnie :)

I chętnie również poznam Ciebie! Napisz w komentarzu coś o sobie, jeżeli prowadzisz bloga to też zostaw link - również odwiedzę :) 

Pozdrawiam,
Klaudia :)


Mama na backstagu i ja ;)

4 komentarze:

  1. No i fajnie że focisz..ja też focę choc ostatnimi czasy z braku chwili nie biorę aparatu do ręki. Jaworską pozdrawia Jaworski..tyle że Mariusz Tomasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wybacz, że po tylu latach odpowiadam. Czy coś się zmieniło od tamtej pory i fotografujesz częściej?
      Pozdrawiam, Jaworska ;p

      Usuń
  2. Czy nie jest tajemnicą w której szkole skończyłaś fotografię. Dobiegam 30-tki jednak poważnie rozważam dalsze kształcenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, po tylu latach odpowiadam :( Wtedy miałam coś zepsute na stronie i nie mogłam odpowiadać a komentarze, a dziś robię porządki na blogu i odpowiadam na zaległe :/ Więc szkołę skończyłam w Katowicach - Fotoedukacja, a po niej 2 lata w Polskim Związku Artystów Fotografików też w Katowicach :) Polecam i szkołę i ZPAF.

      Usuń