czwartek, 8 maja 2014

Jak zrobiłam to zdjęcie - KROPLA WODY NA PŁATKU RÓŻY

Pomysł na ten post wpadł mi do głowy po tym jak opublikowałam to zdjęcie w aplikacji Instagram i zrobiło się zamieszanie - jednak nie zdjęcie było przyczyną zamieszania a opublikowane drugie zdjęcie, które prezentowało w jaki sposób osiągnęłam ten efekt! A osiągnęłam go za pomocą... mieszka. Obserwujących zdziwiło, że używam mieszka, a mnie zdziwiło, że oni się dziwią, że nie używają mieszka :D Hehe, doprawdy, było to zabawne, gdyż ja mieszek posiadam od kilku lat i nie wyobrażam sobie makrofotografii bez niego :)

Zdjęcie makro wykonane z użyciem mieszka. Kropla wody na płatku róży.



Zdjęcie przedstawia kroplę wody, którą spryskana została czerwona róża. Może temat kiczowaty i banalny, ale jak się zabrać za niego to się okazuje, że pracy jest na cały dzień, a kompozycje które można wyczarować w ogóle nie przypominają róży spryskanej wodą.

Krótkie wprowadzenie :)
O makrofotografii możemy mówić wówczas, gdy osiągamy powiększenie w stosunku 1:1 lub większe fotografowanego przedmiotu na matrycy aparatu. I to "lub większe" jest najważniejsze dla prawdziwej makrofotografii. Popularne tanie obiektywy, które mają z nazwie makro często nie są prawdziwymi macro obiektywami - gdyż liczy się skala odwzorowania, a te mają zazwyczaj stosunek 1:2 (popularna Sigma 70-300 mm) lub często szerokokątne zoomy np 1:3 lub 1:4. To nie znaczy, że te obiektywy nie są użyteczne. Powodują, że możemy zbliżyć się do większych obiektów i sfotografować je z bliższej odległości niż bez tego magicznego "macro" w nazwie.

Ale... prawdziwa makro fotografia rozpoczyna się od powiększenia 2:1. Co to oznacza? Że obiekt fotografowany na naszej matrycy jest dwa razy większy niż w rzeczywistości, czyli że powiększyliśmy go dwukrotnie. Oczywiście im więcej tym lepiej. Jeżeli przyjrzymy się ofercie dostępnych obiektywów do makro to się okaże, że wszystkie prawdziwe obiektywy do makro mają powiększenie tylko 1:1. Jak więc uzyskać zwielokrotnione powiększenie?

[Jestem pewna, że jeżeli to czytasz to znasz doskonale temat makrofotografii ;) ]

Jest wiele sposobów, jednak ja nie będę rozpisywać się nad wszystkimi, tylko skupię się na moim ulubionym (może dlatego też ulubionym, gdyż nie używałam nigdy innego sposobu), czyli zastosowaniu mieszka. Pozwólcie, że posłużę się moimi zdjęciami z Instagram'a (jeżeli nie używasz jeszcze tej aplikacji to gorąco zachęcam - napiszę o niej wkrótce) i jak przystało na tą aplikację zdjęcia mają odpowiednie filtry i zostały wykonane telefonem Samsung Galaxy Trend white ;p

Aparat Pentax k5II z obiektywem chinon 135 mm i mieszkiem do fotografii makro.
źródło: http://instagram.com/p/nTIltUJ6ac/

Na fotce widnieje mój aparat Pentax k5II z mieszkiem makro oraz obiektywem Chinon 135 mm 2.8, który to kupiłam na targu staroci (gdzie facet mi go wcisnął za 40 zł - chciał 60 zł, więc w sumie nie jest źle;) ale nie wiem o nim nic prócz tego, że to portretówka z manualnym ostrzeniem i pierścieniem przysłon (jeden pan ma 9 obiektywów 135 mm, więc coś w nich musi być ;) A za to lubię Pentaxa - włączyłam odpowiednią funkcję, aby aparat tolerował stare obiektywy, podpięłam takowy, ustaliłam ogniskową z jaką ma pracować i goooł do dzieła :) aha i odkryłam po czasie, że z przodu ma na stałe zamocowaną osłonę przeciwsłoneczną którą się wysuwa podczas fotografowania - wow! Dlaczego teraz tak nie ma, tylko wszystko się gubi? Gubią się dekielki, osłony, dyfuzory do lampy... echh. Wybaczcie, wracam na ścieżkę posta.

Wspomniałam, że obiektyw ma pierścień przysłony - niby nic odkrywczego, ale np mój profesjonalny obiektyw do makro 100mm 2.8 wr takowej nie ma, a jeżeli chcemy pracować z mieszkiem to jest to podstawa, aby mieć kontrolę nad głębią ostrości. Więc, potrzeba obiektyw z pierścieniem.

Chinon się chyba nie sprawdził za bardzo, choć wydaje mi się (wybaczcie, no nie pamiętam), że to zdjęcie na początku posta zrobiłam właśnie nim. Okazało się, że odległość z jaką łapie ostrość jest ok. 2-2,5 m (bo 1,5 m na czysto przy podłączeniu do aparatu) wobec czego zamieniłam go na moją ulubioną klasyczną 50 mm ze światłem f1,4 i pierścieniem przysłon.
I tu odległość ostrzenia przy pracy z mieszkiem wynosi nawet 2 mm od przedniej soczewki obiektywu. Należy mieć to na względzie, gdyż tak bliska styczność z obiektywem powoduje, że często obiektyw zasłania nam obiekt i mamy cień, więc należy uważnie ustawić lampy błyskowe. 

Aparat Pentax k5II z obiektywem Pentax 50 mm i mieszkiem do fotografii makro.
http://instagram.com/p/nTIltUJ6ac/

Poczytałam nieco i dowiedziałam się iż odpowienikiem mieszka są pierścienie pośrednie. Mieszek daje wspaniałe efekty, ale praca z nim nie należy do łatwych - mało tego na początku w ogóle myślałam, że mój mieszek jest zepsuty, gdyż nie umiełam zrobić kompletnie żadnego zdjęcia. Po czym się okazało, że oczywiście wina leżała po mojej stronie, gdyż mieszek jak to mieszek, jest taki prosty, że niemal bez wad. Ponieważ wyciąg mieszka jest długi, a na jego końcu mocujemy obiektyw, który zazwyczaj do lekkich nie należy, to pomyślane zostało, że mieszek posiada gwint na statyw, czyli aparat swobodnie wisi, a środek ciężkości zestawu układa się mniej więcej w połowie. Ale, to że zestaw jest długi sprawia, że jest on jednocześnie dość chwiejny, czyli kiedy dotkniemy obiektywu to nieco się rusza na końcu co jest minimalne, ale dla makrofotografii jest jak sztorm. Jest to jedna wada, powoduje ona że ciężko ustawić ostrość, która jest minimalna, bo do tego musimy ruszyć pierścień przysłony, gdyż najczęściej pracuje się na wartościach przysłony 16 lub więcej, a w dodatku z mieszkiem efekt jest taki, że na ekranie podglądu na żywo (gdyż pracujemy z podglądem) jest zupełnie ciemno, więc ja często robię tak (ponieważ latarki do doświetlenia nie posiadam ;), że ustawiam przysłonę np 5,6, ustawiam ostrość, zmieniam na f22 i robię zdjęcie. Takie działanie powoduje, że często zestaw przesunie się o milimetr co powoduje ponowne ustawienie ostrości na wybranym punkcie. W skutek czego wymyśliłam, że może lepsze będą pierścienie pośrednie, bo one są sztywne, więc zestaw się nie się przesuwa. Jednak to się może nie do końca sprawdzić, gdyż tu wychodzi kolejna zaleta mieszka. Otóż, spójrzcie na te hmm pokrętła po obu stronach mieszka... Jedno służy do zmiany długości wysięgu mieszka na sankach a drugie do zablokowania go, co powoduje że kręcąc razem obiema gałkami decydujemy o odległości od obiektu i przy tym o jego ostrości, gdyż tu ostrość ustala się poprzez odległość obiektywu od obiektu. Do tego dochodzi ustalenie ostrości na obiektywie. Zazwyczaj sprawdza się ustawienie na nieskończoność, ale jeżeli mieszek nie jest wyciągnięty maksymalnie i odległość od obiektywu obiektu jest większa to może się okazać, że trzeba będzie pokręcić i pierścieniem ostrości na obiektywie. Co do pierścienia pośredniego - w jego przypadku obiektyw jest w stałej odległości od matrycy i jeżeli chcemy swobodnie wyostrzyć czy zmienić kompozycje lub np zmniejszyć powiększenie to jesteśmy zmuszeni do przesuwania całego statywu lub obiektu - tu np bukietu kwiatów, przy czym każde ruszenie go powoduje, że znika on sprzed obiektywu na sporą odległość, a szukanie potem tych kropel, które były w idealnej kompozycji nastręcza dodatkowych trudności, a mieszek załatwia tą sprawę bardzo płynnie. Ufff... jest tego sporo i nie jest to łatwe. Wymaga sporej wprawy. Ja, porównując listę zalet uważam, że jednak najlepszy jest mieszek - mój kosztował około 200 zł. Rozpisałam się, ale na częste pytanie - czy tym zestawem robisz makro - mogę w końcu z poparciem tego posta rzec - tak, tym właśnie zestawem. 
Oczywiście wystrzegamy się drastycznego kadrowania, jak niektórzy mają w praktyce sztuczne powiększanie na zdjęciu, które osiągają za pomocą obcięcia połowy zdjęcia i tworzą np oko muchy wielkie na całe zdjęcie. To co w kadrze to na zdjęciu z lekką kosmetyczną wkładką :)
I na koniec jeszcze jedno zdjęcie:

Zdjęcie makro wykonane z użyciem mieszka. Kropla wody na płatku róży.
f22

Wypadałoby zadbać jeszcze o odblaski w kropli - tu widać system oświetlenia: jeden duży softbox plus ogromna blenda i lekkie koło obiektywu plus gwiazdka z dodatkowej małej lampy rozświetlającej cienie no i jakieś włosy - nie moje ;) myślę, że to może jakiś naturalny meszek z listka lub coś w tym stylu :) W każdym razie ja nie retuszuję za wiele, gdyż mi to nie przeszkadza :)

Podsumowując - polecam Wam mieszek ogromnie :)

1 komentarz:

  1. Ciekawa technika, fajny efekt, nie widziałem że tak można z mieszkiem :)

    OdpowiedzUsuń