poniedziałek, 23 czerwca 2014

Marcin Tyszka i Top Model w Katowicach

Kiedy zobaczyłam to zdjęcie to zrobiłam wielkie oczy - WIELKIE NIEBA Tyszka w Katowicach pod studiem Niesporków! Jaki ten świat mały :)


Wizyta Marcina nie była przypadkowa i nie była też samotna. Zawitał do Katowic z ekipą TVN z okazji castingu do III edycji Top Model, a towarzyszyła mu min. modelka i obrończyni praw zwierząt Joanna Krupa. 
Jak wiecie, bo pisałam o tym w poście dotyczącym szkoły fotograficznej, Krzysztof Niesporek był moim nauczycielem fotografii studyjnej portretowej. Bardzo dużo się od niego nauczyłam, wciąż pamiętam wszystkie jego porady i pamiętam jak powiedział coś w ten deseń - ja nie znam się perfekcyjnie na fotografii studyjnej i świetle, ja wciąż się uczę, cała moja praca zawodowa to jest ciągła nauka! Wiele osób było zdziwionych tym wyrazem pokory dla zawodu z którym zjednoczony był całe życie, bo przecież urodził się w rodzinie fotografów. Dziś wiele osób, chyba głównie młodych jest bardzo butnych i pewnych swoich umiejętności. Jeszcze nie przeżyli życia a już wiedzą wszystko najlepiej i są mistrzami fotografii, pozjadali rozumy nim zdążyli je nabyć. Bliżej mi do starszego pokolenia, a w szkole foto sama nabrałam pokory. Zawód fotografa to ciągła nauka, to ciągłe poszukiwanie. Jeżeli ktoś fotografuje kilka lat i już staje się aroganckim i pewnym siebie kogucikiem to zapewne nie rozwinie się przez resztę lat, bo i po co... Widziałam w szkole foto takich "kogucików" niektórzy na negatywne opinie nauczycieli fotografów reagowali niemal agresją, inni rozpaczą, a jeszcze inni pewni siebie stwierdzali, że nauczyciel głupi a oni wiedzą lepiej, po czym kończąc szkołę nie robili żadnych postępów, dalej tkwiąc w swojej bylejakości i nikłej wiedzy fotograficznej.
Ja mam wrażenie, że wciąż wiem za mało, to nie jest wrażenie to pewność, więc uczę się, testuję, próbuję, pokonuję swoją niewiedzę a im więcej wiem tym bardziej widzę swoje braki. Doceniam też rolę nauczyciela, dlatego od października wybieram się na kurs II stopnia do ZPAF. 
Kiedy byłam dzieckiem i przewróciłam się na ziemie to dorośli pytali - złapałaś zająca?? Niestety, ani wtedy, ani dziś zająca nie złapałam, ale mam wrażenie, że jego wciąż oddalający się cień na horyzoncie, będący rozkoszną obietnicą zdobycia wiedzy zadowalającej, w końcu znajdzie się w zasięgu i moich rąk. Pytanie - czy wtedy go złapię...

Wracając do Top Model - nie lubię TVN, ale ten program lubię bardzo! Fotografowie i modelki żyją w symbiozie - jedni bez drugich po prostu zginą. Lubię patrzeć na współpracę z modelkami, podglądać sesje, oglądać zdjęcia profesjonalistów w programie, lubię patrzeć jak kobieca twarz się zmienia na zdjęciu, jakby należała do innej kobiety niż tej która weszła na plan. Choć to migawki pracy fotografa w programie to jednak lepsze to niż nic. A tym razem będziemy obserwować jak zmienia się i męska twarz, gdyż w tej edycji wystąpią panowie.

Nie wolno zapominać, że pomiędzy modelką a fotografem często występują i dobre duszki. Duszki, którym zawdzięcza się efekt sesji, które sprawiają że fotograf staje się profesjonalny i modelka też. To makijażyści, fryzjerzy, styliści i często oświetleniowcy. Trzeba by było mieć naprawdę "dwoje lewych oczu", żeby zepsuć sesję, w której mamy przyjemność zatrudniać ten cały zespół. Na zajęciach w szkole foto było tak, że przychodziła modelka w odpowiedniej stylizacji, makijażu, fryzurze i w fajnym miejscu, światło było praktycznie ustawione (lub nie, na mniejszych sesjach grupowych to grupa ustawiała światło) i robiliśmy zdjęcia. To co nas wtedy dziwiło, to to że nic nie robimy, a super zdjęcia robią się same. Dlaczego? Bo tylko rejestrowaliśmy efekt pracy wielu ludzi, więc to co zostało nam do zwieńczenia dzieła to już był "pikuś".

Fotograf bez zespołu, mający do dyspozycji jedynie modelkę musi zbudować całą "scenę" sam i jest to naprawdę trudne, dlatego jeżeli efekt jest wspaniały to budzi u mnie najwyższe uznanie. Do czego dążę - fotograf z całym sztabem ludzi ma łatwiej (tak jak w Top Model) jednak, żeby dojść do miejsca w którym jest, musiał przejść po swojej lekko kulejącej i rozchwianej drabinie. Wcześniej sądziłam, że Annie Leibovitz jest taką właśnie panią fotograf, która to robi teatralne scenki, a nawet nie robi tylko żąda by inni je zrobili, po czym wchodzi na plan na 5 min, podają jej ustawiony aparat, ona własnym palcem naciska spust migawki - i euforia - i koniec pracy! Wszyscy składają pokłony nad jej geniuszem. Oj, jak bardzo byłam w błędzie! Dziś owszem, ma się dużo łatwiej, bo wypracowała sobie sztab pomocników, ale dochodziła do tego przez kilkadziesiąt lat pracy, wykazując się objawami geniuszu w fotografii zupełnie innej niż bajkowe sceny Disney'a. Dziś uwielbiam twórczość Annie Leibovitz, a szczególnie wcześniejszą sprzed bajkowych scenek.





Wszystkie zdjęcia pochodzą z aplikacji Instagram Marcina Tyszki -> http://instagram.com/tyszka_marcin    Zaobserwujcie :)
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz