środa, 15 kwietnia 2015

Odwieczna wojna: profesjonalista vs. amator

Każdy profesjonalista w swoim fachu co dzień rano czyta szeroko rozumianą prasę branżową. Postanowiłam wziąć z nich przykład. Teraz co dzień do kawy ładuję baterie prasą fotograficzną i zdjęciami. Dziś ścieżki tej drogi zaprowadziły mnie na podwórko frustratów, czyli narzekających już dosłownie na wszystko ;)


Co się dzieje z tym narodem, że popadamy w taki marazm? Ja sobie mogę ponarzekać na męża i ponarzekać na rząd, że co roku podnosi podatki, ale już to mi wystarczy, nie potrzeba szukać dodatkowych powodów.
Zatem narzekamy na wszystko, a w dziedzinie fotografii na to, że:
- każdy teraz jest/chce być fotografem
- sprzęt tanieje, więc każdy teraz ma dobry aparat
- ten nie jest profesjonalistą, a amatorem phii nie to co ja
- że na wystawach wystawia się chłam typu "czarnobiałe rozmazańce" i dorabia do tego ideologię
- że taka Leica nagradza takie słabe zdjęcia w Polsce, inaczej niż na świecie

W skrócie opowiem anegdotkę - pewne miasto w pewnym państwie powiedzmy, że jest nieco zniszczone. Mieszkańcy jego narzekają, że rzadko się je remontuje. Lata mijają, mieszkańcy narzekają, rząd miasta się poci, dwoi i troi - w końcu jest! Udaje się! Miasto zdobywa ogromne dofinansowanie i pragnie przeznaczyć je na remonty, o które mieszkańcom chodziło od lat. I co się dzieje? Zamiast wiwatów i fajerwerków, szczerej radości i tańca na ulicach, mieszkańcy miasta narzekają! Zamiast wydawać te pieniądze na remonty nikomu nie potrzebne wg nich, powinno się je przeznaczyć na matki z dziećmi, które nie mają na mleko - powiedział mężczyzna.

Ręce opadają (moje koleżanki ujęły by to dosadniej). Ja wyrywam włosy z głowy - nie pojmuję! To jest czyste kuriozum.

Jako, że siedzimy w dziedzinie fotografii, to mamy ogląd wyłącznie naszego podwórka. Nie zdajemy sobie sprawy, że fotografia wcale nie taka wyjątkowa i na inne zawody również jest boom. Najlepszy zawód w Polsce - śmiem twierdzić - programista. Zawsze znajdzie pracę i to wysoko płatną. Zresztą i na świecie też. Szkoły informatyczne mnożą informatyków (programista to przy tym klasa wyższa) i Ci informatycy ceny mają różne. Każdy znajdzie pracę dla siebie i za takie pieniądze o jakie się wystara. Zatem namnożyło się ich jak mrówków. I super. Wolny rynek. A fryzjerka? Na każdej ulicy kilka zakładów fryzjerskich. Na ten zawód zawsze była moda. Nie wiem nic o tym, więc nie powiem czy fryzjerki kipią zawiścią. W informatyce zawiść jest.

Inna sprawa, że wiele osób teraz uważa, że fotografom się nie płaci, lub płaci grosze. Taki pogląd to patologia i należy ją zwalczać.

Ale czy problemem jest, że fotografów jest sporo? Czy każdy zarabia na fotografii? 

Intuicję mam dobrą, uważam, że teraz w naszej zaściankowej Polsce mamy pogląd taki iż każdy jest fotografem a do sukcesu potrzebny jest tylko aparat. Wynagrodzenia nie potrzeba, gdyż żyjemy pasją. Ale uważam, że w miarę jak Polska będzie otwierała się na świat, zawód fotografa wróci do łask. W końcu nie jesteśmy w stanie sami się zawsze fotografować. Robimy sobie zdjęcia, ale jednak na te wyjątkowe chwile zamawiamy fotografa. Z czasem rodziny zaczną skupiać się na życiu rodzinnym, a fotograf będzie to dokumentował a nie, że zamiast cieszyć się bliskością ktoś z rodziny lub osób kilka będzie fotografowało - po co? Na świecie fotograf jest odrębnym bytem.

Czy każdy kto ma aparat jest fotografem? Uuuuu zaboli - tak. W trakcie czynności fotografowania jest fotografem. Tak jak zwykły truchtacz biegający po parku jest biegaczem, ale czy maratończykiem, zawodowcem? Nie. 
Musimy się z tym pogodzić, że na wiele zawodów jest teraz moda, ale to się wyklaruje, ktoś kto nie czuje tego "bluesa" w sobie długo nie pociągnie w danym zawodzie.

Zamiast spalać energię na negatywnych emocjach, może warto ten nadmiar w inną stronę skierować - np. w samorozwój. Ktoś twierdzi, że "czarnobiałe rozmazańce" są wszędobylskie, kiczowate i słabe, a woli wyraźne, ładne pejzaże to może albo poszukać odpowiedniej dla siebie wystawy czy dobrego albumu, ale może też to wykorzystać na swoją korzyść i sam zrobić fotografie, których brakuje.

A teraz sedno wywodu - my się pieklimy, że fotografowie wyrastają jak grzyby po deszczu, a czy wiecie, że to nie taka nowość, że to nie do końca znak czasów? Od początku istnienia fotografii istniał konflikt na polu fotograf profesjonalista i fotograf amator.
Zawodowcy zawsze bali się o swoją pozycje. Dziś rynek zalewają coraz to tańsze cyfrowe lustrzanki, kiedyś bombą był Kodak, który wypuścił na rynek mały aparacik dla każdego i reklamował go - "ty robisz zdjęcie, my robimy resztę". Użytkownik amator mógł sam fotografować, więc nie potrzebował profesjonalisty. Co wtedy tamci fotografowie ze swoimi aparatami skrzyniowymi i parkiem oświetleniowym mieli myśleć... Szlifowali wiedzę i umiejętności u najlepszych, łamiąc rozum na skomplikowanych wzorach matematycznych i fizyce oraz ciemniowej chemii. Wtedy ich zawód zatrząsł się w posadach. A jednak przetrwał. Kiedy powstały aparaty małoobrazkowe to również zaczęto się bać, że fotografia wielkoformatowa zniknie. Jednak czas pokazał, że nie zniknęły. Później kiedy powstała fotografia cyfrowa to znowu fotografowie drżeli ze strachu, że ich szlachetna klisza zniknie a cyfrówka to nowoczesne dziadostwo i do tego wiedzy potrzeba jeszcze mniej. Takich momentów przełomowych było znacznie więcej. Ale jednak wszystkie one pokazały, że fotografia ma się dobrze na każdym poziomie zaawansowania i na każdym etapie technicznym. Dziś fotografujemy i na kliszy i na cyfrze. To nasz wybór, nas jako artystów. 
Dziś toczymy kłótnie o to kto jest profesjonalistą a kto amatorem, a w tamtych czasach pojęć było więcej: zawodowiec, rzemieślnik, profesjonalista (chyba nawet rzadko używane), fotograf, fotografik. Wtedy to dopiero było o czym myśleć i co rozkładać na czynniki pierwsze.

Uwielbiam czytać literaturę tamtych lat - książka: Zaczynam dobrze fotografować Romana Burzyńskiego (mam wyd. V, z 1970 r.), jest jedną z lepszych, które czytałam z książek branżowych. Jest napisana w wyjątkowy sposób, w ogóle książki tamtych lat cechuje pewien rodzaj humoru, zobaczcie sami. Już we wstępie autor mówi "chciałby on wpoić Czytelnikowi, że fotografowania można i trzeba się nauczyć. Nawet w tym wypadku, gdyby fotografowanie miało pozostać tylko zabawą (...) setki tysięcy posiadaczy aparatów fotograficznych nie uczą się wcale fotografowania, wychodząc z założenia, iż tego uczyć się nie trzeba. Wyniki są opłakane: tysiące metrów zepsutej taśmy negatywowej, miliony obrazków fotograficznych, które są niczym. Bo ani rozrywką, ani dokumentem ani zaspokojeniem ambicji artystycznych"

Odwracam stronę a tam pierwszy rozdział: Nauczmy się patrzeć na obraz fotograficzny, a w nim pierwsze zdanie:

"-  Świetne zdjęcie, jakie ostre!
 - Świetne zdjęcie! Na pewno zrobione doskonałym aparatem! A jakim?
Jakże często słyszy się podobne zdania wypowiedziane przez ludzi, którzy uważają się za znawców fotografii.
Tymczasem świetność zdjęcia nie jest jednoznaczna z ostrością, a doskonałość lub wysoka cena aparatu fotograficznego nie są bynajmniej niezbędnymi warunkami dobrych wyników. Nie aparat bowiem robi zdjęcia, lecz człowiek".  

Prawda, jakie to aktualne? I tak jest od początków fotografii. Dlatego nie ma co spinać się na konkurencję (nauka pokazuje iż dobrze, że jest), na zalew tanich aparatów i fotograficznych amatorów, bo tak jest od momentu, kiedy Kodak postanowił dać aparaty każdemu, a należy skupić się na nauce. Polecam gorąco stare książki o fotografii - są o niebo lepsze od niejednej dzisiejszej. Fotografia się nie zmieniła - nadal to stosunek: czasu, przysłony i czułości. Wiele tematów zrozumiałam dopiero dzięki książkom z ubiegłej epoki. Są klarowne i naprawdę na czasie, łącznie z zawiścią kierowaną do siebie nawzajem - profesjonalistów do amatorów i amatorów do profesjonalistów ;)




1 komentarz:

  1. Sama prawda :) Bardzo miło się czytało. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń