czwartek, 27 kwietnia 2017

Pierwsza Komunia Święta

Co zrobić, kiedy chce się sfotografować komunię dziecka, ale nie ma takiej opcji, gdyż fotograf dopuszczalny jest jeden i to nie jesteśmy my?

Pierwsza Komunia Święta



W tym poście chciałabym opowiedzieć moją historię. Być może te rady nie przełożą się na każdą sytuacje i każdy kościół. 

Zostałam poproszona o sfotografowanie komunii chrześnicy. Wiadomo, że fotograf już ustalony był przez szkołę i kościół. Jest to zrozumiałe, bo gdyby wszystkie ciocie i wujki miały chodzić po kościele i fotografować to zrobiłby się istny bazar a nie msza święta, ale jest to dla nas na plus, gdyż to my właśnie możemy się plątać między ludźmi i niby z przypadku robić zdjęcia.
Bo o to tutaj chodzi, niby przypadek, ale nie całkiem...

Pierwszym krokiem jaki zrobiłam była rozmowa z moim małym modelem. Powiedziałam, że będę robić jej zdjęcia, więc niech się rozgląda po kościele i jeżeli mnie zobaczy i zauważy, że kieruję w jej stronę aparat, by zrobić zdjęcie, to niech się uśmiechnie :)
Oczywiście ustalenia ustaleniami, a i tak musiałam w myślach telepatycznie prosić, żeby moja siostrzenica raczyła mnie zauważyć, jednak kiedy to się stało, to posyłałam jej jakieś nieznaczne machnięcie ręką czy śmieszną minę, aby wywołać w niej jakieś fajne, radosne emocje.
Kościół był ogromny, a w nim było jak zwykle przy tej okazji, ludzi aż po brzegi, co zaliczyłam na plus, bo w takim tłumie łatwo się schować - wszak nikt nie chce być wywołany przez księdza z ambony i wyroszony z kościoła :/
Od dwóch szerokich naw, a dokładnie od pierwszego rzędu do brzegów ołtarza, ustawiono ławki, które oddzielały obszar przed ołtarzem i w tym rejonie działał fotograf komunijny od miejsca dla ludu ;) W kościele były też liczne słupy na tyle szerokie, że można się było za nimi schować. Kościół oczywiście miał też balkony. Wszystko to zapewniało mnóstwo możliwości. 
Możesz sobie pomyśleć, że te zdjęcia wszystkie były z dziwnych kątów itd., ale właśnie, że nie.
Msza trwa na tyle długo, żeby się można było przemieścić w różne miejsca.
Ja robiłam zdjęcia z balkonu, z miejsc przy nawie, czyli przy rzędzie ław, przy tych ławeczkach przy ołtarzu. Ujęcia mam z góry, z boku, ale również centralnie na przeciwko chrześnicy oraz przy ołtarzu.
Przyjmowanie komunii fotografowałam od góry z tyłu, ale pod takim kątem, że siostrzenica jest widoczna z gry i ciut od boku, a ksiądz od przodu i dokładnie widoczny jest opłatek, który podaje.
Kiedy siostrzenica siedziała w ławkach to ja byłam przed nią przy słupie i między ludźmi, ujęcie jest tylko trochę od boku, natomiast tuż po zakończeniu mszy przeszłam przez wydzielone ławki i zrobiłam jeszcze szybko kilka ujęć, kiedy wszystkie dzieci i osoby będące w kościele nie zdążyły nawet wstać. Liczy się refleks, a na zdjęciu w albumie przecież nie widać, czy zdjęcie było zrobione o 12.10 podczas trwania mszy czy o 13, kiedy ksiądz schodził z ołtarza. 
Nie zależało mi, żeby mieć zdjęcie z przyjmowania komunii robione tuż przy nosie dziecka, bo takie zdjęcie robił już fotograf komunijny. Ja zrobiłam wiele ogólnych zdjęć kościoła i różnych wydarzeń, które miały miejsce podczas komunii, jak również zbliżeń i portrety z różnych miejsc i kątów, co sprawiło, że ten reportaż był różnorodny i ciekawy.

Ale, żeby to wszystko się udało potrzeba sprzętu. Konieczny jest przede wszystkim długi zoom - ja fotografowałam Sigmą apo 70-300 mm oraz Sigmą 17-70 mm. Pierwszy jest jak żyleta, jest wbrew pozorom szybki i zapewnia przy moim Pentaxie crop x1,5, co daje 450 mm. Dzień był jasny, w kościele było dużo światła, ten sprzęt wystarczył wręcz wyśmienicie. Wg mnie najważniejszy jest zoom. Druga ważna rzecz to iso. Może być tak jak u mnie, że są bardzo dobre warunki i odpowiednio dużo światła, żeby użyć nienajjaśniejszego zoomu, a iso zachować na przyzwoitym poziomie, ale może być też zupełnie inaczej - ciemno tak jak jest dziś, deszcz a nawet opady śniegu (tak, tak - jest 27 kwietnia a znowu spadł śnieg) i wtedy iso poszybuje w górę,więc trzeba tak dobrać sprzęt, żeby całość nie przekroczyła górnej granicy naszego iso, za którym już obraz jest mało ciekawy. W tym jednym kościele fotografowałam już kilka razy i zazwyczaj nie jest najjaśniej. Wtedy przydaje się bardzo jasny obiektyw, a czasem cienie i tak są smoliste. Coś się prześwietla, coś się wyczernia - i wtedy efekt końcowy zdjęć może być różny. Oczywiście najprościej byłoby mieć lampę, ale nie zawsze jest to możliwe. 

Jeżeli nigdy jeszcze się nie fotografowało w danym kościele to warto się tam przejść wcześniej, a nawet na inną komunię i zobaczyć warunki i punkty strategiczne. Ja znałam ten kościół, bo to też mój kościół od urodzenia.
Jednak trzeba powiedzieć, że mamy jeden luksus, którego nie ma główny fotograf - jak zdjęcia nie wyjdą to nic się nie stanie. To daje poczucie spokoju i robi się zdjęcia bez spiny, że tak to ujmę.
Po wszystkim zrobiłam jeszcze parę zdjęć przy ołtarzu i koniec. Udało mi się sfotografować wszystko, zdjęcia były jasne, ostre i ciekawe, a przy tym mam też sporo śmiesznych ujęć, które potem powodowały salwy śmiechu na spotkaniach rodzinnych.
Ktoś powie, że jak to... fotograf się cieszy, że mu zdjęcia wyszły? Chyba powinny wychodzić z automatu ;) Ja nie fotografuje uroczystości kościelnych, sama myśl powoduje u mnie uścisk żołądka i wszystkiego, ale są takie chwile w życiu rodzinnym, kiedy muszę i chcę sama coś zrobić - to też świetny trening. Chociaż nie odważyłam się nigdy sfotografować ślubu, choć proszono, grożono, przekupywano - zawsze odmawiałam. Nie mam niestety pozwolenia na fotografowanie w kościele, co uważam za dużą ułomność, bo tak naprawdę nie wiem nigdy co i kiedy mi wolno, a to powoduje dodatkowy stres. No, ale może się kiedyś zbiorę i to zrobię. 

Kolejnym elementem komunii jest obiad i plener. W restauracji były duże okna, ale oczywiście światła jak na lekarstwo. Sprawdziła się 50tka f:1,4 Pentaxa z lampą błyskową, ale tylko tak "lekko aby aby" doświetlałam, żeby ożywić zdjęcia. Wtedy jeszcze nie miałam 35 mm, a taka ogniskowa sprawdziłaby się lepiej na tzw. cropie. Dla pełnej klatki oczywiście 50tka :) Ale i szerzej jak kto woli też będzie dobrze :)
No a plener - tutaj już dowolność jeżeli chodzi o obiektywy. U nas plener był chyba koło 18stej i nawet później, cienie i światła były bardzo zrównoważone, więc nie było żadnych problemów.
Zdjęcia wywołałam na papierze perłowym. Umieściłam w ogromnym klasycznym albumie personalizowanym. (Chciałam tutaj pokazać zdjęcie jak to wyszło, ale nie dokopię się do zdjęcia albumu nawet jak zatrudnię górnika :/ )
I powiem Wam nieskromnie, że naprawdę nie widać, że to nie ja byłam głównym fotografem.

Także przesłanie, które chcę zamieścić w tym poście, jest takie: niby nie można, a jednak się udało. Potrzeba trochę sprytu, pokory (żeby nie pchać się bezczelnie tam, gdzie nie wolno w danym momencie być), mieć oczy dookoła głowy i być w ciągłej gotowości do zrobienia zdjęcia, kontrolować efekty na wyświetlaczu, żeby poprawić ekspozycje lub ostrość i na koniec też ważna jest nasza postawa, nasze zachowanie - pamiętajmy, że jesteśmy ciocią, wujkiem, kimkolwiek fotografującym, a nie fotografem. Nie róbmy min ważnych fotografów, tylko raczej nieśmiałych osób, które chcą zrobić zdjęcie. Wmieszajmy się w tłum. Wtedy zrobimy to co do nas należy i nikt nas nie zauważy! :)
Powodzenia!

Pierwsza Komunia Święta


edit. jacie kręcę - pisząc to spaliłam na czarno garnek z ziemniakami ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz