czwartek, 31 sierpnia 2017

Od monitora do własnej drukarki - tandem Eizo i Epson

Hej, 
Chciałam użyć określenia "święta trójca fotografa", lecz nie wiem czy będzie to obyczajowo poprawne sformułowanie. No, ale niech jest, bo lepszego określenia nie znalazłam ;)
Zawsze uważałam, że świętą trójcą fotografa, zapewniającą mu swobodę działania, wolność twórczą i dobre wyniki stanowi - monitor + aparat + drukarka. 




Zawsze marzyłam, żeby to mieć. Żeby proces mojego fotografowania od początku, od pomysłu w głowie, kończył się na własnoręcznie przygotowanej odbitce. Jak jeszcze o monitorze możemy powiedzieć w 100%, że trzeba mieć w pełni kalibrowalny monitor, żeby móc mówić o prawidłowej kolorystyce zdjęć, tak o drukarkach często się słyszy, że się ich nie opłaca mieć, bo taniej wychodzi fotolab. Chorowałam na drukarkę od paru lat. Chodziłam na szkolenia z kalibracji i drukowania organizowane przez Epson i Eizo np w Związku Polskich Artystów Fotografików. Podziwiałam wystawione monitory i zdjęcia wypluwane przez drukarkę. Baa byłam nawet na wystawie zbiorowej, na której zdjęcia drukowane były na drukarkach Epsona w dużym formacie tuszami pigmentowymi -  kopara opada, naprawdę!

Pierwsze co zrobiłam już ponad rok temu to zakup profesjonalnego monitora szerokogamutowego CX241 Eizo. Okazało się, że w cenie jest też pan z pomocy technicznej, który zrobi mi prawdziwą kalibracje. Wizytówkę tego pana mam zawsze na biurku i kiedy mam jakieś wątpliwości to mogę do pana zadzwonić. Z kalibracji korzystałam już 3 razy. Oprócz tego mój monitor sam wystawia czujnik i sam dostosowuje parametry. Jest to duże ułatwienie. Sama musiałam zrobić kalibracje raz, bo minął czas ostatniej kalibracji i monitor sygnalizował, że to już pora, jednak ogranicza się to do podłączenia kalibratora Datacolor Spyder4 Pro (mam "czwórkę", bo kupiłam go przed monitorem) i przejścia kilku etapów klikając "dalej", bo wszelkie ustawienia mam już zrobione przez miłego pana z Eizo. Także nie ma możliwości zepsuć czegoś po drodze.
Uważam, od początku i po czasie, że zakup monitora był najlepszą rzeczą na jaką wydałam pieniądze. Nie żałuję absolutnie żadnej złotówki i kocham mojego Eizo bardzo :)

Pamiętajcie, że aparat zmienicie, ale monitor zostanie, więc warto kupić jak najlepszy :)

Jadnak okazuje się, że profesjonalny, kalibrowany przez samego specjalistę z Epsona, monitor nie gwarantuje tego, że na wywołanym przez laboratorium zdjęciu będziemy mieli to co na naszym monitorze. I tu rodzi się frustracja. Można wyrywać włosy z głowy. Bo jak to? Moim zdaniem, oprócz nas na to jak zdjęcia zostały wydrukowane ma wpływ laboratorium - maszyny i papier. Między papierami jest sporo różnicy. Każda maszyna drukująca też drukuje po swojemu. Tu się oburzą profesjonaliści z labów, ale każdy się pewnie zgodzi co do tego, że warto trzymać się jednego labu, zrobić wydruki próbne, zobaczyć jak wyszły i skorygować je i przy kolejnych próbach wywoływania zdjęć pilnować tych drobnych niuansów. I tak dla przykładu - do tej pory drukowałam w fotolabie na papierach fuji. Zauważyłam, że czernie gubią szczegóły. Czarne partie stają się czarną plamą. Więc wysyłając do laboratorium zdjęcia, mając to na uwadze, zawsze rozjaśniałam czernie, wiedząc że maszyna drukująca i tak je przyciemni - więc tak, żeby coś jeszcze zostało.


Ilekroć jednak oddawałam zdjęcia do druku nie byłam zadowolona. No dobrze, na palcach jednej ręki policzę, że bywałam zadowolona i procent zadowolenia zwiększył się po zakupie monitora Eizo, ale jednak... zdarzają się rozczarowania. Np wypieszczona skóra, która ma ciepłe kolory pomarańczu w druku wpada w czerwień, albo robi się blada - to jest coś co doprowadza mnie do szału. Do tej pory uważałam, że to moja wina. Patrzę jednak na monitor a skóra jest pomarańczowa, taka jak powinna być.
Znalazłam fajny test wydruków zdjęć, który pokazuje jak bardzo różnią się wydruki z poszczególnych maszyn do wydruków natychmiastowych. Tak, to jest najgorszy wydruk, ale kto z niego nie korzysta? No korzystamy. Chyba, że mamy własną maszynę drukującą :)

WYWOŁYWANIE ZDJĘĆ - GDZIE JEST NAJTANIEJ? (MEDIA MARKT, ROSSMANN, FOTOJOKER):



Pomijam kwestię taniości, choć przy okazji powiem: byle nie Empik. Zamówiłam raz tanią paczkę 100 zdjęć w Empiku, bo tak mi polecano, że tanio i dobrze, a to były zdjęcia z telefonu. Chciałam moim siostrzenicom zrobić prezent w postaci albumu z 2tygodniowych wakacji u mnie. Zdjęcie 10x15 podzieliłam na dwa i umieściłam na jednej odbitce po dwa zdjęcia, które miały wymiar 10x7,5. Bardzo fajnie to wyszło! Album zakupiłam do wklejania zdjęć i takie dzieło chciałam podarować dzieciom. Za zdjęcie zapłaciłam jakoś 0,36 zł (jakoś tak bardzo tanio), więc se myślę - a ja też chce takie zdjęcia! Więc zamówienie zrobiłam podwójnie. Jak zdjęcia do mnie przyszły to po prostu byłam w szoku. Znowu ten wielki ucisk w sercu mnie dopadł, serce waliło jak młot pneumatyczny i co? Kosz i wysyłka od nowa gdzie indziej. Dlaczego? Zdjęcia okazały się fatalnej jakości nie tylko pod względem kolorów, które były chłodniejsze, mniej nasycone i ciemne, ale np twarz mojej siostrzenicy na jednym ze zdjęć wyglądała jak wyciosana z drewna - po prostu jakieś takie jakby kwadratowe pasy się zrobiły, twarz, nos kanciaste. Sobie pomyślałam, że to moja wina. Jakość zdjęcia fatalna, bo z telefonu mojego starszego, do tego zła obróbka. Przystąpiłam do naprawy zdjęć. Rozjaśniłam, ociepliłam, dodałam koloru i puściłam drugi raz w Rossmanie. Zapłaciłam sporo więcej. Co otrzymałam - za ciepłe zdjęcia, zbyt dużo żółci. Dlaczego? Ano z mojej winy. Miałam tych zdjęć nie ruszać, bo one były dobre tylko puścić je w tym Rossmanie i byłby takie jak miały być, a ja zrobiłam dodatkową obróbkę, którą w Rossmanie zinterpretowali poprawnie. Ale już to zostawiłam, bo pomyślałam, że lepsze za ciepłe, niż to co było. Jednak nie był to wydruk natychmiastowy. Jednak jeżeli mam polecać jakiś tani fotolab to polecam Rossmana.
Dzieci lat 4 i 9 bardzo ucieszyły się z albumu i od razu zaczęły zdjęcia oglądać.
A co z twarzą siostrzenicy, kanciastą i wyciosaną z drewna na zdjęciu z Rossmana? Wyszła idealnie, żadnego ciosania w drewnie.


Ten filmik powyżej uświadamia  różnice w kolorze, kontraście, jasności drukowanych zdjęć w różnych miejscach. Warto pamiętać o tym zanim będziemy siebie obwiniać za znowu źle przygotowane zdjęcia do druku.


Kiedyś, nim przystępowało się do wywoływania zdjęć, robiło się indeks lub stykówki. Pozwoliło to na ocenę zdjęć i naniesienie poprawek przed właściwym wywołaniem. Dzięki temu zmniejszało się możliwość błędu. Teraz również można zrobić sobie taki indeks, ale wg mnie w ogóle nie kalkuluje się jego wydrukowanie. Najczęściej korzystamy z labów internetowych - więc do kosztu indeksu trzeba doliczyć koszt za rozpoczęcie sesji (nie zawsze) i wysyłkę. Doliczyć trzeba też czas oczekiwania na przesyłkę. Albo można iść osobiście do labu i dopłacić do wydruku na miejscu. Potem, naniesione poprawki, warto by było jeszcze raz wydrukować i sprawdzić. I dopiero rozpocząć wydruk właściwy. Albo można to zrobić drożej - czyli wydrukować zdjęcia np 10x15 i potem nanieść poprawki i znowu puścić do druku. Wg mnie - choć przyznaję, że ja wciąż się uczę tej uważam trudnej sztuki wywoływania dobrych zdjęć - niemal każde zdjęcia drukuje się dwa razy. Rzadko jest tak, że jesteśmy zadowoleni z efektu. Przynajmniej ktoś taki jak ja, kto ogląda zdjęcie niczym chirurg wnętrze brzucha. Wielu ludzi po prostu nie widzi pewnych niuansów na zdjęciu. Dla mnie zdjęcie musi być takie, jakie zapisałam sobie w głowie, po czym wywołałam je w photoshopie i ostatecznie na odbitce. W przeciwnym razie moje morale spadają, uważam że jestem do niczego fotografem, nawet jeżeli to zdjęcie było puszczone w maszynie do wydruku natychmiastowego, wiem dobrze, że może być różnie to i tak potem nie mogę przez to spać :/


Dlatego gdzieś w tyle głowy ciągle tliła mi się myśl o własnej drukarce. Własna drukarka to wolność i swoboda. Idę z rodziną na spacer, zrobię fajne zdjęcie, wieczorem drukuję, wkładam do albumu i mam :) Ile takich zdjęć nigdy nie zostanie wydrukowanych, bo... np są z zeszłego roku i już się o nich nie pamięta i nie wysłało się do labu, bo już się wysyłało co innego, a warto przeca ze trzy kopie robić, co by rozdać rodzinie też, więc koszty robią się wysokie, a pamiętać należy, że znowu coś będzie nie tak i zdjęcia trafią do kosza choć częściowo i znowu trzeba będzie wysyłać po poprawkach. Albo zaakceptować niedostatki. Ja to się już boje posyłać zdjęcia do labu. Jest to dla mnie źródło prawdziwego stresu od momentu przygotowania paczki, do odbioru jej i zajrzeniu do koperty. No i ilość wykonanych fajnych zdjęć jest zawsze większa niż ilość wysłanych do labu. Także myśl o drukarce tliła się i tliła w głowie, aż zgasła na długo. 
Dlaczego? Bo im bardziej zagłębiałam się w temat to się okazywało, że tańsza drukarka ma różne ograniczenia - nie drukuje b&w - że to jest drogie, że trzeba kalibrować, konserwować, czyścić, nastrajać... ech, kpię sobie. Laby mają serwisantów i odpowiednie możliwości, żeby drukarki działały sprawnie i nie sprawiały kłopotów. Każda drukarka musi mieć profil, każdy papier profil, trzeba kalibrować profile papierów i tworzyć własne dla każdego papieru, do tego potrzebny jest spektrofotometr - no i ogólnie to przerosło moje wyobrażenia. Więc zapomniałam o temacie, postanowiłam przeprosić się z labami i tyle. Ale temat wrócił, znowu zaczęła tlić się myśl. Przypadkowo trafiłam na wpis na blogu o drukarce Epson L850 i postanowiłam się przyjrzeć bliżej tym produktom. Nagle okazało się, że te drukarki urosły do rangi drukarek fotograficznych dla fotografów, a te moje wcześniej wypatrzone zniknęły z rynku, oprócz jednej. Zresztą nawet ich nie było w sklepach nie wiedzieć czemu. Choć w sumie spytałam Epsona dlaczego ich nie ma i usłyszałam, że są wycofywane o ile dobrze pamiętam. Więc się ucieszyłam, że nie kupiłam, bo byłby kłopot. 
Przez miesiąc dzień i w nocy zaczytywałam się we wszystko o drukarce L850/L810, ale też moich wymarzonych z serii ColorSure. Drukarka z serii L to drukarka mająca 6 tuszy atramentowych, nie nadająca się do wydruków czarnobiałych (hmm, wydrukowałam, źle nie ma!),  mająca ograniczenia w stosunku do używanych papierów (papiery do wydruków atramentowych i nie grubsze niż 300 g/m2, więc odpadają papiery artystyczne) i wydruk do formatu a4. Ale L850/L810 ma też spore zalety, a główną z nich to pojemność tuszów i ich cena. Wszędzie, gdzie czytałam, rozpisywano się o wybitnej jakości wydrukowanych zdjęć. Jednak czytałam też, że dla własnego użytku jest ok, ale nie dla użytku zawodowego, żeby drukować zdjęcia klientom. Trochę mi się to kłóci z tym, że producent pisze, że to jest drukarka do małych studiów foto. 
Natomiast drukarka z serii ColorSure jest pozbawiona wad drukarek z serii L, ale koszt jest wyższy i za urządzenie i za tusze w stosunku do ich pojemności i eksploatacje. 
Słyszałam, że połowa tuszy i tak idzie na rozruch w serii P - czy to prawda, nie wiem.

Porównanie: ceny ze strony Epson


L810 :                         1499 zł               tusz:  70 ml - 46,89 zł           6 x tusz atramentowy
SC-P400:                     2433 zł               tusz:  14 ml - 75,43 zł           7 x tusz pigmentowy
SC-P600:                     3099 zł               tusz:  25,9 ml - 132,91 zł      9 x tusz pigmentowy
SC-P800:                     5291 zł               tusz:  80 ml - 269 zł              9 x tusz pigmentowy
Stylus Photo 1500W:   1589 zł               tusz:  11,1 ml - 89,16 zł        6 x tusz atramentowy

L810 różni się od L850 brakiem skanera. Jednak ja zakupiłam już wcześniej osobny skaner Epsona, więc nie musiałam dopłacać.
Po tym porównaniu widać mniej więcej ile kosztuje używanie danej drukarki.  Najbardziej ekonomiczna jest drukarka serii L. Stylus Photo jest zupełnie nieopłacalna. Za to SC to moje marzenie. 

Ja zdecydowałam się na drukarkę L810. Uznałam, że wiedzę o drukowaniu mam na poziomie 0, nigdy nie miałam drukarki fotograficznej, a mam masę zaległych zdjęć, które chciałabym wydrukować, jednak w przyszłości moją docelową drukarką jest P600, a marzeniem P800, ale zobaczymy. Najpierw czeka mnie kupno Pentaxa k-1 lub jego następcy, ale ten wydatek to w przyszłym roku dopiero. Niestety, ale fotografia zjada każdą złotówkę, nawet gdy jej jeszcze nie masz. Wydatki nigdy się nie kończą - już myślisz, że masz wszystko co do szczęścia potrzeba, a tu jakiś fotograficzny chochlik podsyła Ci myśl, która Ci wcześniej do głowy nawet nie przyszła i tak co chwilę. Należy współczuć mężom i żonom fotografów. 

Moja opinia o L810 - czy jestem zadowolona? Nie wiem. Niestety, raz skaczę pod sufit i myślę, że super wybór, że mogę drukować zdjęcia nawet klientom, a później myślę, że tak jak się spodziewałam - jest średnio, bo często właśnie skóra zyskuje czerwonawy odcień. Mało kto zwróci na to uwagę, ale mnie to osobiście drażni. Jakim cudem inni piszą, że wydruk tych zdjęć jest rewelacyjny i nie można im nic zarzucić? Być może wciąż coś źle robię.
Robiłam też  już test dysz - wyrównywanie. Bo siwe włosy staruszka drukowały się jakieś rozmyte - po wyrównaniu jest ciut lepiej, ale nie idealnie. Nie podobał mi się ten test, bo jest za bardzo "na oko" - drukuje się kartka ksero i mamy zaznaczyć odpowiednie kwadraty. Myślę, że taka metoda jest bardzo umowna. Mąż, mówi że za bardzo się doszukuję i on różnicy nie widzi w ostrości czy też nieostrości. 




Jednak innym razem zdjęcia są świetne. Drukarkę użytkuję od niedzieli, więc tak naprawdę dopiero się docieramy. Pierwsze 20 wydruków to była loteria. Totalnie nie ogarniałam ustawień drukowania, Zanim kupiłam drukarkę tyle czytałam o tym, jak krok po kroku wydrukować zdjęcie, a kiedy przyszło co do czego to nie znalazłam żadnego konkretnego artykułu. W końcu zaczęłam notować co robię i wyciągać z tego wnioski. I tak doszłam do tego, że można drukować zdjęcia na dwa sposoby:
- drukowanie zarządzane przez drukarkę
- drukowanie zarządzane przez Photoshop.

Jeżeli zmiksuje się ustawienia drukarki z Photoshopem to wychodzi totalny odlot na zdjęciu - albo zdjęcia idą w brązy (jeżeli ktoś wie dlaczego tak, to proszę o informacje), albo w róże i połowa zdjęcia jest wyblakła.

Drukowanie z poziomu drukarki jest proste. Wybieramy program do drukowania i ustawiamy sobie co chcemy, a mamy do wyboru w Epsonie wiele funkcji. Automatyczne drukowanie, takie dla Kowalskiego by miał żywe kolory, to PhotoEnhance.
Natomiast drukowanie z poziomu Photoshopa daje nam nasze własne ustawienia kolorów, takie jakie wprowadziliśmy na zdjęciu.
Robimy to tak: 
- przygotowujemy zdjęcie w Photoshopie (polecam od razu samemu skadrować do formatu papieru - czyli np 10x15 i 360 dpi, ja drukuję w AdobeRGB, mimo iż nie wiem w sumie, czy to ma przełożenie na kolory - żadnych problemów nie zauważyłam z tym, więc tak zostawiam, bo obrabiam również w AdobeRGB)
- klikamy Plik -> drukuj 


Na podglądzie od razu widać czy pamiętaliśmy, żeby ustawić zdjęcie pod wybrany format, bo mieści się w całości. Po lewej mamy określone czy zdjęcie jest w AdobeRGB czy w sRGB. 
Obsługa kolorów - kolory zarządzane w programie Photoshop - i informacja pod tym, żeby wyłączyć ustawienia drukowania w drukarce. Co ja się naszukałam, gdzie te ustawienia... Dlatego teraz piszę to tutaj, żeby być może komuś oszczędzić tych poszukiwań. Wchodzimy w Ustawienia druku na środku screena i otwiera nam się kolejne okno:


Na dole mamy Pokaż/ukryj ustawienia - ja mam pokazane. Na czerwono zaznaczyłam tą najważniejszą informacje - Zarządzenia kolorami: bez dopasowania kolorów - i to jest właśnie ta poszukiwana informacja. Ustawiamy to w kolejnym oknie pod zakładką Więcej opcji:


I mamy: Korekta koloru -> niestandardowy -> zaawansowane -> bez dopasowania kolorów

Jeżeli wybierzemy na początku, ze chcemy drukować z poziomu Photoshopa z zarządzaniem kolorem w drukarce, to wtedy zaznaczamy to w pierwszej zakładce, a tutaj wybieramy jedną z trzech pozostałych opcji, albo po prostu: Automatyczny.

Oprócz tego ważne informacje to profil papieru - ja mam Epson Premium Glossy 10x15
Papier ten ma gradacje 255 g/m2 i jest fajny, gruby, sztywny. Jednak błyszczący. Kupiłam go w promocyjnym dwupaku za 39 zł - dwie paczki po 40 arkuszy - więc od razu wzięłam dwa dwupaki. W standardowej cenie papier ten kosztuje ok 50 zł za 40 arkuszy. Także ja mam na start 160 zdjęć - wystarczająco, by rozpocząć testowanie drukarki ;)
Jednakże powiem, że mi się ten papier nie podoba, ale to moje prywatne odczucia, bo ja zawsze drukowałam zdjęcia na półmatowym papierze (lub jedwab lub mat), a połysk wypadał mi jedynie z maszyny natychmiastowej. Także takie mam skojarzenie co do tego papieru. Mimo, że prezentuje się świetnie. Muszę po prostu dokupić jakieś półmaty lub maty o ile ogarnę ten temat. Wówczas napiszę o tym post. 



I kolejną rzeczą, którą należy zaznaczy, jest jakość zdjęć. Mamy trzy do wyboru - wydruk próbny, standardowy oraz wysoki. Drukowałam na standardowym może ze trzy zdjęcia i na wysokim. Jakościowo różnicy nie widzę za bardzo, żeby było gorzej. Deklarowane 12 sek na wydruk zdjęcia przez Epsona dotyczy jakości standardowej. Wydruk w jakości wysokiej to mniej niż minuta.

I jeszcze: Metoda konwersji kolorów - powinna być zaznaczona Relatywnie kolorymetryczna z znaczonym: kompensacja punktu czerni.

Chyba wszystko omówiłam, bo reszta funkcji jest już prosta, jednak jedno jeszcze należy dodać. Przed w ogóle braniem się za drukowanie, należy ustawić Photoshopa. Znalazłam tą dodatkową kwestię w broszurze Eizo - Przewodnik Eizo, jak uzyskać zgodność kolorystyczną cyfrowych fotografii z wydrukiem  -> pdf 

W zakładce: Edycja -> ustawienia kolorów
lub skrót: shift+ctrl+k


Wydaje mi się, że wyczerpałam temat. Długo nie pisałam, a jak siadłam do krótkiego posta to znowu rozpisałam się na całego. Nie czuję się specjalistą od drukowania zdjęć, pisałam ten post jak to się mówi "tak na chłopski rozum", tak jak ja staram się to zrozumieć i zapamiętać, bez zagłębiania się w techniczne sprawy, które dla mnie jako prostego, użytkownika nie mają znaczenia. 
Będę sobie dalej drukować zdjęcia, dokupię papiery, będę o tym czytać nadal intensywnie i potestuję różne ustawienia, kiedy nie będę zadowolona z wydruku (kolor twarzy wpadający w czerwień - na forum Nikona była o tym wzmianka, ale link nie działa - więc, jak ktoś coś to dajcie znać ;) i zobaczymy. Jeżeli macie jakieś rady to również zachęcam do komentowania.

Aaaaaaa byłabym zapomniała najważniejszego - właśnie trwa promocja na zakup drukarki :D Zwrot pieniędzy - od 50-500 zł :D Ja czekam na swoje 160 zł i wydam to na papiery :D Szczegóły promocji i lista produktów tutaj.

A ja wracam do drukowania :D 
Aha, kogoś mogą przerazić hasła: drukowanie i atrament. Powie, że jak to? Jakość jak na kartkach do ksero z poziomu Microsoft Office - raster, rozlany tusz i te sprawy ;) Nic bardziej mylnego, to nie ten poziom :) Też tak kiedyś myślałam, aż właśnie na spotkaniu z Epsonem zobaczyłam czym są wydrukowane zdjęcia. Wg mnie to jest obecnie najlepsza technologia, a zupełna bajka to tusze pigmentowe Epsona :)




Zapomniałam też o mailu, który napisałam do Epsona - zapytałam: planuję kupić drukarkę L810. W przypadku drukarek pigmentowych Epson chwili się gwarancją na wydruku ponad 100 lat. A jak jest w przypadku L810 i tuszów atramentowych? Oto odpowiedź:

Pozdrawiam :)






ps. materiał nie jest sponsorowany przez Eizo i Epson, a szkoda... ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz