poniedziałek, 14 maja 2018

Canon PowerShot A430 - Nie przekreślajcie dziaduszków ;)

Hej :)
W moje ręce wpadł aparacik, którym kiedyś zrobiłam swoje pierwsze zdjęcie cyfrowe :) Nie miałam wówczas pojęcia o fotografii, ale nawet nie mając z nią do czynienia ciągnęło mnie do niej od zawsze, o czym pisałam na blogu nie raz. Aparatek ten był własnością mojego przyszłego męża, jednak wtedy, kiedy go używałam nie wiedziałam o tym ;) Kiedy zobaczyłam to małe cudo w ogóle zapomniałam o jego właścicielu i już tylko ja robiłam zdjęcia. 



Pierwszy moim zdjęciem był zachód słońca nad jeziorem. Zdjęcie wyszło tak soczyste, że aż zapiszczałam z radości ;) Jednak - pamiętam jak dziś - nagle przyszła myśl: jak to zrobić lepiej?
I ta właśnie myśl skrzywiła mnie tak bardzo, że od tamtej pory czytałam wszystko co tylko wpadło mi w ręce, do każdego zdjęcia chciałam dodać swoje trzy grosze, każde chciałam zrobić samodzielnie i tak nim się obejrzałam kupiłam nowy aparat - pierwszy własny - czyli Fuji s5800. 
Aparat kupiony był na raty - ach, te emocje - pierwsze raty w życiu :D 0% kosztów w Euro RTV na okres 6 miesięcy z możliwością spłaty wcześniejszą. Fotografowałam tym aparatem zapamiętale - głównie interesowało mnie makro - zawsze na ustawieniach manualnych od początku. Jednak mięło 5 miesięcy, a ja zaczęłam dostrzegać to co mnie uwierało w Fuji. Naturalnym moim odruchem było, żeby kręcić obiektywem, gdzie w Fuji nie ma takiego bajeru, a żeby zmienić takie parametry jak chociażby punkt ostrości to trzeba było wchodzić w menu i klikać, klikać i klikać.... Po niecałym pół roku kupiłam moją pierwszą lustrzankę - Pentax k20. Z czasem była kolejna i kolejna.... Wszystkie moje aparatki mam do dziś i nie sprzedam i nie oddam żadnego :)
Historia zatoczyła koło i dziś, kiedy już o fotografii wiem sporo, a menu aparatu nie stanowi dla mnie zagadki, mogłam pobawić się tą pierwszą cyfrówką, z której obrazki tak mnie kiedyś zachwyciły - a jest nią wspomniany wcześniej dziadunio Canon PowerShot A430.

W chwili obecnej mam świetne lustrzanki, jedną  z najlepszych na rynku (o której jeszcze nie pisałam) z doskonałym obrazkiem i wybitnymi możliwościami i zamiast skupić się właśnie na nich i poczynać zdjęcia, że kopara opada i mucha nie siada, to ja robię tył zwrot i zaczynam przekopywać allegro w poszukiwaniu aparatów, które są przestarzałe i mają wiele innych przywar np. zbyt kwadratowe pixele (żart ;p). Wróciłam też do analoga. Już zwątpiłam, że po moim pierwszym debiucie, kiedyś jeszcze to nastąpi, ale wróciło i to ze zdwojoną siłą. Nie wiem dlaczego po wywołaniu pierwszego filmu, nagle zapał w tym temacie mi się skończył. Jedna znajoma w Akademii Fotografii w Krakowie powiedziała - nie martw się, to wróci. - wróciło i niech już zostanie :)
Ja to nie potrafię krótko pisać... Miało być parę zdań i zdjęcia, a już poruszyłam piętnaście pobocznych tematów - wybaczcie ;)

Także wczoraj była niedziela niekupująco-niesprzedająca, więc cóż było robić. M. zaproponował wycieczkę do Ogrodu Botanicznego w Zabrzu. Spakowałam zatem moje aparatki na niedziele i oto one:


Canon A430 ma tylko 4 megapixele, a najwyższa czułość to iso 400. Ma w sumie tylko 12 lat, ale jednak przy tych parametrach to już niemal starożytność. Co tu dużo mówić - smartfony robią dziś bardziej ostre i dużo większe zdjęcia. Ale smartfony nie mają tego co ma taki aparatek - zoom optyczny, co oczywiste, sporo ustawień, spust migawki, wizjer i ogólną wygodę działania. Również pomiar światła i jeszcze przeze mnie nie do końca zbadane uroki AF. 

Już od dłuższego czasu myślę o małym kompakcie, jednak musi on mieć wizjer. Potrzebowałam też małego  kompakta na rower, żeby móc wrzucać na stronkę mojego miasta zdjęcia z niego właśnie. Zawsze jeździłam z lustrzanką i jednak jest to niepotrzebny wysiłek i ryzyko uszkodzenia aparatu. Telefon też nie sprawdza się tak do końca, bo jest niewygodny w użyciu. Mój LG G5 ma wprawdzie szeroki kąt, jednak też jakość w powiększeniu jest taka sobie. Kompakt ma za to wszystkie zalety lustrzanki i telefonu. Mało tego, idealnie nadaję się na ulicę do street photo. A jakie to jest lekkie, a jakie wygodne :) I jakie niewinne - można zrobić niezłe zdjęcia ludzi, a oni pozostają nieświadomi niczego :D Co innego lustrzanka - przyciąga wzrok z kilometra.

Testy Canona rozpoczęłam w domu na domowych kotach:


Ta wesoła kompilacja to zdjęcie wydruku fotografii telefonem. Tylko tak poglądowo chciałam tutaj wrzucić, żeby pokazać jaki klimat wyszedł - jak z małpek lat 90tych :D Były to pierwsze chwile z tym kompaktem i dopiero sprawdzałam ustawienia wszelakie.
Mój egzemplarz a430 nie zapamiętuje daty i godziny oraz ustawień, które się wprowadza, ale być może trzeba wymienić baterię do pamięci wewnętrznej. 

Widząc efekt fotografowania kotów, nie spodziewałam się wiele po wczorajszych zdjęciach, ale przystąpiłam do testów z zapałem wielkim i niczym motylek skakałam od kwiatka do kwiatka sprawdzając przeróżne ustawienia i możliwości. Aparat ma tryb M, w którym można ustawić jedynie czułość iso i sposób pomiaru światła. Nie ma się wpływu na czas i przysłonę. 
Wyświetlacz zupełnie jest kiepski, w świetle słonecznym nic na nim nie widać, a nawet to co widać sugeruje katastrofę. Jednak po zrzuceniu zdjęć na komputer okazuje się, że katastrofy nie ma a tylko ten wyświetlacz lubi tak straszyć ;) Wizjer natomiast jest dziurą w obudowie. Fajnie się przez niego patrzy, ale nie ma w nim żadnych informacji ani podglądu głębi ostrości. Coś jak w Smienie :D 
Dla mnie wizjer jest jednak istotny, więc się cieszę nawet z takiego. Co ciekawe - przeglądając aukcje ze starymi kompaktami i oferty sklepów z nowymi zauważyłam, że dziś wizjera nie uświadczysz, chyba że drogo zapłacisz, a i to nie zawsze, natomiast kiedyś nawet najprostsze aparaciki miały wizjery - kiedyś, czyli pierwsze kompakty cyfrowe.


Przejdźmy do zdjęć testowych:


















I portret na najszerszym kącie z powodu grządki za moimi plecami:


Moim zdaniem jest całkiem nieźle ;)

Zdjęcia z ulicy robiłam już z pędzącego samochodu, więc albo są nieostre (brak stabilizacji w tym aparacie), albo jakiś wredny słup też chciał być na zdjęciu, więc może sobie w tym poście to podarujemy. Zabiorę tego Canona na miasto wkrótce i wówczas zobaczymy jakie są jego możliwości w fotografii streetowej. Jednak po tych zdjęciach wyżej (niektóre z minimalną obróbką typu jasność, kolor), widzę jedno, a mianowicie, że ten aparat ma ogromne możliwości w rękach zaawansowanego użytkownika (nie znaczy, że ja takowym jestem). Choć na ekraniku nie widać praktycznie nic, w wizjerze jedynie obraz rejestrowany, to fotografuje się w ciemno. Trzeba sporo przewidywać. Ostrość też jest dosyć loteryjna, jeżeli się nie przyłożymy, jednak ja widzę w tym aparatku duże możliwości artystyczne. Jeżeli już pozna się jego wady, sposób działania, to można go kreatywnie wykorzystać. Nawet 4 megapixele nie są wielką wadą, bo zdjęcie można rozdmuchać w Photoshopie.

Tak więc Canon PowerShot A430 zostaje w mojej kolekcji. Jeszcze myślę sporo fajnych zdjęć przed nami, ale nie będę mu wierna i na allegro już upatrzyłam sobie inne ciekawe kompakty za grosze, cyfrowe i analogowe. Chętnie bym też wykonała jakąś sesje portretową tym Canonem - np sesja ala lata 90te :D



Fotografia nie zawsze musi być idealna, ale zawsze powinna cieszyć fotografującego. Nieważne czym i jak się fotografuje, byle by płynęła z tego radość :)

W myśl powyższego wydrukowałam sobie jedno ze zdjęć na papierze matowym w formacie A4 na drukarce Epson L810 :D I mam i się cieszę :D



Pozdrawiam :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz