piątek, 16 sierpnia 2019

Defilada Wojska Polskiego "Wierni Polsce" w Katowicach - fotorelacja

Wczoraj w Katowicach odbyła się Defilada Wojska Polskiego pod hasłem "Wierni Polsce". Zawsze oglądałam relacje z Warszawy w TV, a w tym roku mogłam być na Defiladzie osobiście. Osobiście z 200 tysiącami ludzi :D Niestety, nie wszyscy dojechali. Darmowe pociągi i autobusy przeżyły prawdziwy ludzki szturm i ledwo to przetrwały. Takiego armagedonu człowieczego jeszcze nie widziałam.
Ja popędziłam tam oczywiście po zdjęcia :)



Niestety, przybycie na miejsce godzinę przed czasem to było już stanowczo za późno. Na strategiczne miejsca nie było już szans. Nie udało mi się stanąć nawet przy ulicy, po której defilada miała przejść i przejechać. Jak się później okazało było to miejsce, w którym jedynie przejechały wozy pancerne i czołgi, ale piechota już tędy nie szła.

Organizacja defilady nie była zbyt dobra. jakby wszystkich zaskoczył rozmach wydarzenia. Plany o fajnych zdjęciach niestety rozpadły się na kawałki. Ludzie biegali w te i w tamte w nadziei na jakikolwiek widok. Najszczęśliwsi, którzy podziwiali wydarzenie z okien swoich domów. Próbowałam (niczym rasowy fotoreporter) wkręcić się na klatkę schodową kamienicy, jednak okazało się, że nie ma ona okien wychodzących na tę stronę ulicy. 

Powiem Wam, że byłam wkurzona i chciałam wracać do domu nim to wszystko się zaczęło, bo widok zza pleców ludzi na ulicę w oddali skutecznie uniemożliwiał mi jakiekolwiek zdjęcia.

Czekaliśmy wszyscy aż wojsko do nas dojdzie, chcieliśmy podziwiać poszczególne brygady (nie wiem jak to się nazywa), oglądaliśmy przemarsz na telebimie, nerwowo przydeptując z nogi na nogę w oczekiwaniu, kiedy i do nas dojdą, a tu się okazało, że nie dojdą wcale, bo w tym kierunku nie szli. Dojechały za to wszelkie jednostki zmotoryzowane, które tak pędziły, że nie sposób było nawet się przyjrzeć, nie mówiąc już o zrobieniu zdjęcia.

Mam mieszane uczucia co do wczorajszego wydarzenia. Wyobrażałam sobie to inaczej. Mimo to nie powstrzymałam się od zdjęć i w warunkach w jakich byłam spróbowałam zawalczyć o fotoreportaż.

W tym celu skakałam po plecach facetowi, który stał przede mną uderzając go co chwila zoomem w głowę. Jeżeli to czyta to przepraszam z tego miejsca ;) Planowane to nie było, ale że nie sięgałam wzrokiem ponad jego wielkie plecy to musiałam na skrawku krawężnika jakoś wspinać się na palce, żeby zrobić zdjęcia i coś w ogóle zobaczyć.

Zatem zapraszam do zdjęć :)














Ok, to by było na tyle :)
Pozdrawiam
K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz