wtorek, 26 kwietnia 2022

Porozmawiajmy o ładunku emocjonalnym zdjęć

Dlaczego robimy zdjęcia?

Wielu powie, żeby zatrzymać chwilę.

Ale co to tak naprawdę znaczy?

Wczoraj skończyłam 38 lat. Zupełnie niespodziewanie moje urodziny zakończyły się posiedzeniem nad pudełkiem moich zdjęć. Było to pudełko upchnięte na szafie, w większym pudle, które służyło do spania moim kotkom. Do pewnego momentu upychałam w nim swoje zdjęcia. Nie w albumach. W pudłach, do których nigdy się nie zagląda.

Szukałam czegoś... i przypadkiem znalazłam to właśnie pudło i wyjęłam zdjęcia. Była noc, z głośnika płynęła lekka muzyka a ja z kieliszkiem wina zaczęłam oglądać zdjęcia dawno niewidziane. To, że tak dawno ich nie oglądałam wzmocniło tylko efekt. 

Fotografuję odkąd byłam dzieckiem. Mieć aparat i uwieczniać bliskich było dla mnie naturalne. Oczywiście fotografowałam aparatem kompaktowym bez żadnej wiedzy, a moje zdjęcia były intuicyjne. Są na nich ukochani dziadkowie, których już od wielu lat nie ma, moje zwierzęta, moi bliscy, którzy są już dorośli. Oglądanie tych zdjęć sprawia mi smutek.

"Może tak naprawdę nie jesteśmy w stanie sportretować nikogo. Może wszystko co robimy jest tylko i wyłącznie autoportretem". Michał Korta

Kiedy zainteresowałam się fotografią na poważnie, zaczęłam się jej uczyć i poszłam do szkoły fotograficznej, to w pudełku lądowały zdjęcia z przeróżnych ćwiczeń. Były tam zdjęcia wykonane u pana Cichockiego na zajęciach z technicznych aspektów fotografii i przepiękne portrety wykonane na zajęciach z fotografii studyjnej u pana Niesporka - wróciło mi wszystko, ten cały wspaniały czas, a nawet dialogi. Niestety moich wykładowców też już nie ma wśród nas :(  

I kiedy tak oglądałam te zdjęcia, to zaczęłam doświadczać niesamowitego uczucia. Poczułam w pełni tak głęboki sens fotografii. Nie chodzi tu wyłącznie o to, co na zdjęciu, ale o to, co jest poza nim, o to, że fotografując daną osobę, sytuację, scenę, zapisujemy w pamięci wszystkie informacje o niej, zapisujemy w pełni ten moment. Pamiętamy co się rozgrywało, że postanowiliśmy wziąć aparat do ręki, że wykonaliśmy zdjęcie, poprosiliśmy o coś (np. przytulenie) i o to, co rozegrało się potem. To jak prawdziwy wehikuł czasu.

I ogromny ładunek emocjonalny.

Czym jest zdjęcie? Czy tylko "zdjęciem" danej sceny i zapisaniem jej na matrycę czy film światłoczuły? Czy zdjęcie kradnie duszę? Jeżeli kradnie to czy tylko fotografowanej osoby czy też fotografa? A może nic nie kradnie, bo sami wkładamy w nie nasze serce, emocje, chwile? Może tylko na przechowanie, żebyśmy zawsze dzięki fotografii, mogli się przenieść w tamten czas lub tamten czas przywołać dzisiaj?

Fotografia może zawierać również mniej uchwytne informacje, które można odczytać tylko tzw. szóstym zmysłem". Zdarzyło mi się po opublikowaniu zdjęcia, że ktoś odczytał dokładnie to, co chciałam przekazać mimo, że użyłam do tego zupełnie mylących przekazów. Zdarzyło mi się też, że ktoś zrobił moją analizę psychologiczną po zwykłym zdjęciu, które by na to nie wskazywało i było to trafne. Zawsze wtedy mam dreszcze :) Są ludzie, którzy potrafią doskonale operować swoją intuicją i mają rozwinięte zdolności parapsychiczne.

Czy przeżyliście jakieś niesamowite sytuacje związane ze zdjęciami?  

Zawsze zachwycają mnie duże zdjęcia z IKEA. Nie prezentują one nawet jakichś niesamowitych sytuacji, ale zwykłe, proste rzeczy, które w takim powiększeniu wyglądają wyjątkowo. Nie raz pomyślałam, że przecież mogę takie zdjęcie wykonać sama, wywołać w powiększeniu i powiesić na ścianie. Będzie wtedy całkowicie moje. No i właśnie - nigdy tego nie zrobiłam. Ile razy zabierałam się za to czułam, że gdyby moje zdjęcie zawisło na ścianie w takim formacie olbrzymim, to byłoby dla mnie dość obciążające, bo nie znalazłoby się na nim jedynie np. drzewo czy samotna łódka na jeziorze, ale zawarty by w nim został dodatkowy bagaż w postaci wszystkiego, co z wykonaniem tego zdjęcia się wiąże. Patrząc na zdjęcie ciągle bym o tym myślała. W przypadku zakupu zdjęcia w markecie mam tylko ładny obrazek, reprodukcję wykonaną w wielu kopiach. I jest to lżejsze dla psychiki.

Jednak... Łatwiej oswoić emocje, kiedy pozwalamy im istnieć. 

W psychologii mówi się, że emocje trzeba przepracować. Nie można zostawiać ich samym sobie ani, co gorsza, zamiatać pod dywan.

Ta zasada odnosi się też do zdjęć. Zdjęcie "zamiecione pod dywan", kiedyś wypłynie i trafi w nas z podwójną siłą, uwolni emocje zapomniane, które może już zaczęły nieświadomie żyć własnym życiem, a wtedy możemy przeżyć duży wstrząs, ale też w drugą stronę - odbieramy sobie radość z tego, co płynie z fotografii, bo przecież zdjęcia nie tylko smucą, ale też radują, cieszą a nawet rozśmieszają.

Mając zdjęcia przy sobie, gdzieś pod ręką, jesteśmy blisko tych chwil.

Ja wierzę, a nawet wiem to, że na fotografii można zarejestrować również byty niematerialne ;)

Fotografia to prawdziwie magiczna rzecz :)

I dlatego postanowiłam, że zamiast pudełka pojawią się albumy. 

"Wszyscy boimy się upływu czasu i tego, że rzeczy znikają, ale właśnie dlatego jesteśmy fotografami". Kodachrome 

Powiedzcie proszę jakie u Was emocje budzą zdjęcia? Czy zgadzacie z tym co napisałam, a może macie inne zdanie. Może chcecie podzielić się swoją historią odnośnie zdjęć czy konkretnej fotografii? Ja chętnie poczytam :)

Na koniec chciałbym Wam polecić konto na Instagramie, które jest tak emocjonalne, że kiedy oglądałam zdjęcia, to aż mi dech zapierało ->  alex22444 ❤

Pozdrawiam

K.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz