piątek, 20 grudnia 2013

Film na weekend - ZDJĘCIE ŚMIERCI #5

Na weekend mocne uderzenie - był melodramat, były komedie - czas na horror!
Reżyseria i scenariusz - Oxide Pang Chun, znany z takich filmów jak "Oko".



Premiera: Honkong, 2004 r.

Widziałam ten film już parę razy, należy do moich ulubionych. Pomijam to, że horrory to w ogóle mój ulubiony gatunek, ale ten jest wyjątkowy. Niebanalny, na pewno nie schematyczny i mocno fotograficzny - czyli to, co lubimy najbardziej!


Główną bohaterką jest prześliczna Jiney (Race Wong), młoda fotografka, studentka szkoły artystycznej, która mimo sukcesów jest niezadowolona i niespełniona jako fotograf, ponieważ tematy, które dotąd fotografowała przestały sprawiać jej satysfakcję. Pragnie czegoś innego, głębszego i mocniejszego w artystycznym przekazie.


Pewnego dnia jest świadkiem wypadku samochodowego, w którym ginie człowiek. Zaczyna go fotografować i choć z początku czuje, że nie jest to właściwe zachowanie, daje się ponieść natchnieniu.


Po wywołaniu zdjęć stwierdza: "to pierwsze zdjęcie, które mi się naprawdę podoba!"
Od tego momentu fotografuje z zapałem śmierć. Czuje, że znalazła właściwy dla siebie temat.


Wraz ze swoją narastającą pasją, zaczyna się zachowywać coraz bardziej dziwnie, a przyjaciele zaczynają się o nią martwić.

Przyjaciółka Jas (Rosanne Wong) spytała ją: "Dlaczego robisz ostatnio tyle obrzydliwych zdjęć" - "po prostu - szukam nowych tematów, nie chcę już dłużej fotografować kwiatów i drzew".

W księgarni znajduje albumy fotograficzne poświęcone śmierci.


Przy okazji poznajemy wspaniałego fotografa, którego nazwiska wcześniej nie znałam, a którym obecnie sama jestem zachwycona!
To Joe Peter Witkin, autor min. tego zdjęcia:


Absolutnie trafił on na listę moich ulubionych fotografów i poświęcę jego twórczości osobny post.

Jiney pokazuje w restauracji to zdjęcie w albumie swojemu przyjacielowi Ansonowi (Anson Leung) i stwierdza - piękne, prawda?- Anson spogląda z niesmakiem.
W końcu odkłada albumy i zaczyna rozmowę:
"- Anson! o czym myślisz, kiedy widzisz śmierć?
- O czym? ... O odwiedzeniu grobu ojca :)
- Kretyn!
- A o czym Ty wtedy myślisz?
- ... może... fotografowanie to sztuka uchwycenia chwili; nie wiesz jak szybko porusza się obiekt, bo po naciśnięciu spustu migawki wszystko zastyga w bezruchu... tak samo jak w chwili śmierci..."

Kupiłam ten film na wyprzedaży, mam go w oryginale i bardzo się z tego cieszę, bo to jeden z moich ulubionych filmów! Przeplatają się tu wątki artystyczne, psychologiczne, horror z dramatem. Oglądałam ten film już parę razy i za każdym razem oprócz strachu i niepokoju płaczę jak bóbr. Film nie jest ani trochę nudny, do samego końca trzyma w napięciu. Jest doskonale przemyślany. Każdy element, każdy kawałek historii, każda klatka filmu pasuje do reszty. I chwyta za serce. Do tego - na co nigdy nie zwracam uwagi - mamy tu muzykę doskonałą, przepiękną, idealnie pasującą do filmu i podkreśloną tak wyraźnie, jakoby scenarzysta chciał stworzyć osobny wątek muzyczny, ale jednak mówiący, czy też dopełniający całość.

Tylko ktoś targany demonami przeszłości czy teraźniejszości będzie w stanie wychwycić też drobne niuanse, sposób w jaki pokazana jest kondycja psychiczna, zmiany nastrojów, brak panowania nad sobą, płacz, głęboka depresja. Majstersztyk dla mnie. Szczególnie, że jest to mistrzowsko zagrane przez Race Wong. 

Uwielbiam też oglądać (czy sama uczestniczyć) w "artystycznej eksplozji uczuć", którą tutaj mamy pięknie zaprezentowaną, a która też ma miejsce w filmie Rezerwat, który wcześniej prezentowałam, kiedy Marcin fotografuje Hankę :)


 Ale co to za horror bez horroru:


Uzbrójcie się w popcorn, ale też w chusteczki, bo ten film poruszy Was na wiele sposobów. Jest to też z pewnością film do którego warto wracać - ja za każdym razem odkrywałam coś nowego.

Jeżeli nie wiecie gdzie zobaczyć film - służę pomocą :) A po seansie napiszcie swoją opinię :)
Pozdrawiam i życzę fajnego weekendu!



Ps. ostrzeżenie dla wrażliwych na dobro zwierząt, do których sama należę - przez chwilę film zawiera sceny straszne, można je przewinąć - ja mam nadzieję, że to tylko fikcja filmowa.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz