czwartek, 10 kwietnia 2014

John Lennon i Yoko Ono w obiektywie Annie Leibovitz po raz ostatni

Są zdjęcia tak ujmujące, że słowo genialne to dla nich po prostu za mało...



To zdjęcie Annie Leibovitz widziałam wielokrotnie, ale nie zatrzymywałam się przy nim na dłużej, być może dlatego, że do pewnego momentu sama Annie nie budziła moich emocji - po prostu za mało o niej wiedziałam. Znałam ją z cukierkowych zdjęć, których nie jestem zwolennikiem. Za to, pewnego dnia, postanowiłam zmierzyć się z jej twórczością. Z rangi pomijanych przeze mnie fotografów wpadła do pierwszej piątki najlepszych na świecie w moim (i nie tylko) osobistym zestawieniu. I to nie za sprawą jej bieżących, bajkowych sesji fotograficznych, lecz wcześniejszych - zdjęć reporterskich a później portretów gwiazd. Dziś chylę czoła dla jej talentu.

Jest rok 1980. Annie Leibowitz fotografuje gwiazdy. Ma kopalnie wyjątkowych pomysłów dzięki którym każda kolejna sesja budzi niewyczerpane emocje i zasłużone pochwały. 

9 grudnia Annie fotografuje Johna Lenona i jego ukochaną Yoko Ono w ich mieszkaniu na zlecenie magazynu Rolling Stone.

Yoko Ono - Czułam, że osiągnęliśmy wtedy najwyższy poziom intymności. (...) 

Annie L - Kiedy pracuje się z bardzo twórczym artystą po prostu się wie, kiedy wychodzi dobrze. Wszystko jest procesem. Ona powiedziała (Yoko Ono), że zdejmie górę, ale nie zdejmie dołu, a ja odpowiedziałam żeby się nie rozbierała, nie uprzedzała faktów. On zwinął się koło niej i wyszedł bardzo mocny obraz.

Yoko Ono - John powiedział, że nie boi się tego zrobić, nie boi się pokazać wrażliwości (...) nie miał nic przeciwko pokazaniu się nago przytulonego do swojej kobiety. 
Nie wiedzieliśmy, że czeka nas bardzo ciężki los. 
Zaledwie 4-5 h później...


Media:
"UMARŁ NA IZBIE PRZYJĘĆ!"
"MORDERSTWO JOHNA LENONA"
"UMARŁ DZIŚ W WIEKU 40 LAT"


John Lenon został zastrzelony 8 grudnia 1980 r. o godzinie 22.49 pod swoim domem na Manhatanie w Nowym Jorku. Dosięgły go 4 kule z 5 wystrzelonych. Morderca przebywa obecnie w więzieniu odsiadując wyrok.

A teraz, wiedząc to, spójrz jeszcze raz na to zdjęcie:


Czytam z niego jak z otwartej książki, być może dlatego, że sama doświadczyłam takiej tragedii - mój narzeczony zginął w wypadku samochodowym - po takiej stracie człowiek się już nie podnosi, idzie dalej, życie płynie dalej, ale część siebie umiera. Doskonale rozumiem co Y.O. miała na myśli mówiąc: Czułam, że osiągnęliśmy wtedy najwyższy poziom intymności. Nie kłóciliśmy się.
Czas nie leczy ran, lecz rozciąga tęsknotę... ale to nie o mnie dziś...

Takich emocji próżno szukać w większości zdjęć. Czy Joko Ono przeczuwała jaka dosięgnie ją strata? Czy John to czuł? Rozpaczliwie przytulając się do swojej kobiety wyraża bezdenne oddanie, miłość, ale również bezbronność oraz ... pożegnanie, zdaje się błagać - nie chcę odchodzić od Ciebie, ale jednocześnie jakby pogodził się z nieuniknionym. Jedno zdjęcie, a tak wiele emocji :(



 Rolling Stone:

Okładka poszła bez nagłówków. Tylko logo. Nie potrzeba słów. Sam obraz był przytłaczający.


źródło: cytaty pochodzą z filmu dokumentalnego o twórczości Annie Leibovitz "Życie w obiektywie" z 2006 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz