czwartek, 29 maja 2014

Film na weekend - SEKRETNE ŻYCIE WALTERA MITTY

Czuję się turbodoładowana, albo raczej filmodoładowana ;), bo mam dla Was następnych filmów mnóstwo :D Są wśród nich filmy sensacyjne, horrory, thillery a także komedie - jest w czym wybierać, choć mam nadzieję, że nie wybieracie, tylko jesteście na bieżąco :) Nic tylko kupować zapasy popcornu i co weekend mamy super seans w domu.
Tymczasem obiecywałam kino afrykańskie, ale po ostatnim mocnym uderzeniu czas na powiew czegoś odświeżającego!

"Sekretne życie Waltera Mitty" to tytuł, który sprawia, ze mnie odrzuca na dzień dobry, ale na szczęście tym razem wiedziałam, że tytułowe sekretne życie jakiegoś faceta dotyczy tego co wszyscy lubimy - marzeń i fotografii :)

Rok: 2013
Reżyseria: Ben Stiller (!)
Scenariusz: Stive Conrad

Walter (Ben Stiller) jest... no właśnie, kim? Kierownikiem to na pewno, kierownikiem działu negatywów, ale też fotoedytorem lifestyl'owego magazynu. Pracuje w "Life" od 16 lat i od tego czasu obsługuje negatywy fotografa Seana O'Connell (Sean Penn). Pewnego dnia zjawia się nowy zarząd i decyduje o zamknięciu magazynu oraz zwolnieniu pracowników. Ma się ukazać ostatnie pismo z super okładką i tyle. Jednocześnie Walter otrzymuje kolejne negatywy od Seana, prezent i instrukcję. Zdjęcie nr 25! To zdjęcie najlepsze - arcydzieło! I ma się znaleźć na okładce! Znaleźć - no właśnie - tyle, że zdjęcia nigdzie nie ma! I tak zaczyna się cała przygoda, pełna wartkiej akcji i okraszona świetnym humorem, w której każdy znajdzie coś dla siebie.


"Chciałem podziękować za wszystkie lata ciężkiej pracy... nr 25 jest moim najlepszym, kwintesencją życia! Wierzę, że jak zawsze dobrze się nim zajmiesz". Sean O'Connel

 
A czego w filmie nie ma było by pewnie łatwiej wymienić, ale to co jest - jest dużo ciekawsze! Kolejno: pierwszej klasy ekipa aktorska, fotografia, negatywy, zdjęcia, podróże, pismo, szare życie w korporacji, hipsterzy - brodacze, Grenlandia, Islandia, Nowy Jork, Himalaje, samoloty, helikoptery, statki, rekiny, morze, góry, wybuchy wulkanu, elementy fantasy, samochody, rowery, deskorolki, aparaty, gitary, miłość, nienawiść, lanie po gębie - ciężko to zmieścić w jednym zdaniu, ale ten film to przygoda, która się nie nudzi!


"Na tamtym grzbiecie jest irbis. Nazywają go kotem widmo. Nie pozwala się dostrzec. Pięknu nie zależy na uwadze" - mam nadzieję, że wyłapiecie analogię :)

- "Czemu się patrzysz? Pstrykaj!"
- "Czasem tego nie robię. Jeśli mnie osobiście podoba się dana chwila nie chcę, żeby mnie coś rozpraszało...

...To jedna z tych chwil".

Oczywiście, że więcej Wam nie zdradzę, bo zabiłabym całą zabawę :)
Pewnie już wiecie, że w swoich recenzjach mówię tyle co nic + zdjęcia z filmu, które mają narobić smaka, ale nie uszczknąć ani odrobiny radości własnego oglądania filmu.
Dziś daję wcześniej post, ponieważ często coś się w piątek podzieje, że nie nadążam z postem, tak więc czwartek to dopowiedni dzień, aby na piątek być gotowym - również w sensie oprawy, czyli zdobyć (celowo nie używam słowa "ściągnąć' hłe hłe) film, zakupić przekąski i pozamykać sprawy tygodnia na odpoczynek w weekend.

Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz