wtorek, 5 lipca 2016

START 66 - moje pierwsze 12 klatek

Witajcie :) 
Tytuł posta nie odnosi się do moich pierwszych 12stu klatek wykonanych aparatem Start 66, ale w ogóle do moich absolutnie pierwszych klatek wykonanych na kliszy. Nigdy dotąd nie fotografowałam aparatem na film (nie licząc automatycznej małpki na koloniach szkolnych w dzieciństwie), jednak ta potrzeba zaczęła we mnie dojrzewać od około 2 lat. Ostatnie kilka miesięcy było pod tym względem mocno intensywne. Bardzo dużo czytałam na ten temat i w końcu zaczęłam szukać swojego pierwszego aparatu na film. Zupełnie przypadkowo stał się nim Start 66, bo że miał to być aparat średnioformatowy to akurat wiedziałam od początku. Co jakiś czas przeglądałam Allegro z ofertami i nic nie mogłam dla siebie znaleźć. Nie wiele wiedziałam o poszczególnych aparatach i tak czas płynął. Pewnej nocy z nudów znowu zaczęłam przeglądać aukcje i trafiłam na taką, która mnie przyciągnęła. Nie wiem co i nie wiem jak, ale poczułam, że to właśnie jest TEN APARAT i choć nie był wystawiony w licytacji, a za okrągłą sumkę 200 zł postanowiłam zaryzykować i go kupić. Aparat był zadbany, a aukcja również staranna.


Aparacik dotarł i sprzęt do wywołania filmu również. Wszystko już było tylko zdjęć brak. Nie chciałam fotografować byle czego, ale też nie chciałam nie wiadomo czego, bo gdybym zmarnowała film to byłoby mi szkoda zdjęć, ale też nie chciałam robić już całkiem słabych tematów, bo a nóż widelec by coś ze zdjęć wyszło, więc żeby w albumie było ciekawie to ciutkę się postarałam.

Przyznam, że fotografowanie na kliszy jest trudne. Lustrzanką dwuobiektywową jest również nieproste, a to z tego względu, że sposób wykonywania zdjęć jest totalnie inny od tego do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. A mianowicie - orientacja aparatu jest pionowa a zdjęcia robi się naciskając spust migawki poziomo, z prawej do lewej. To powoduje, że dla niewprawnych rąk w momencie wciskania migawki cały aparat leci w lewą stronę. Oczywiście można się do tego przyzwyczaić, jednak nie tak od razu.

12 zdjęć to jednak jest bardzo dużo. Dopiero, kiedy mamy kliszę w aparacie i mamy świadomość tego jak drogie jest każde zdjęcie (pod względem finansowym, ale głównie uczuciowym), zaczynamy doceniać każdy kadr. Zaczynamy myśleć czy to na co patrzymy warte jest jednej klatki naszego filmu. Czy to jak kadrujemy na pewno jest doskonałe? Czy nie trzeba czegoś zmienić, czy może trzeba sprawdzić parametry raz piętnasty...? Idealny moment! Klik! Za późno - myśląc o wszystkim, czekając na ten bressonowski decydujący moment, zapomnieliśmy gdzie spust migawki, zapomnieliśmy przytrzymać aparat, albo w nerwach w ogóle nam się przesunął i zmienił się kadr. Powiem (choć myślę, że większość fotografów to wie), że można się przy tym nieźle spocić i zirytować.

Zanim zobaczyłam zdjęcia wywołane na filmie przez siebie, a nawet zanim w ogóle kupiłam aparat to nie mogłam sobie wyobrazić jakim cudem te obrazki znajdą się na kliszy. Jak ustawić ekspozycje, żeby wszystko wyszło poprawnie? Bałam się, że będę mieć albo cały prześwietlony film, albo niedoświetlony tak, że będzie albo biały albo czarny i nic poza tym. Nie mam światłomierza, nie jestem przekonana czy jest on na pewno niezbędny w cyfrowej fotografii, a że drogi to fakt. Na szczęście w dzisiejszych czasach przychodzi z pomocą nam technologia XXI wieku. I taki światłomierz możemy mieć zawsze przy sobie w naszym smartfonie (oczywiście mamy go też w lustrzankach czy cyfrowych aparatach, ale zakładam, że nie nosimy wszystkiego co mamy, przy sobie). Ja używam Light Meter. Klikamy brązową kropkę, w białej kulce ustawiamy scenę, którą światłomierz ma zmierzyć i klikamy 'measure' i ustawiają się nam parametry. Start66 ma tylko kilka czasów a najkrótszy to 250, więc to dość mocno ograniczało mnie w robieniu zdjęć z największą przesłoną w dobrym świetle. Właściwie to trochę żałuję, że nie notowałam sobie parametrów ekspozycji do zdjęć :/ Można, jak nauka mówi, w fotografii tradycyjnej naświetlać na cienie, ale ja robiłam tak, że mierzyłam światło w scenie którą chciałam sfotografować Startem i prześwietlałam ekspozycje o 1 ev. Efekt był taki, że cały film - mimo moich błędów - został naświetlony prawidłowo. Mam szczegóły zarówno w światłach jak i cieniach, a film nawet przy moim dziewiczym - że tak to ujmę - wywoływaniu nie został ani przewołany ani niedowołany.

Ustawianie parametrów ekspozycji też nie należy do prostych i intuicyjnych w Starcie. Parę razy pomyliła mi się dźwignia naciągu migawki ze wskaźnikiem czasu ekspozycji, ale oczywiście to wszystko kwestia wprawy i myślę, że się z czasem przyzwyczaję.

Film, na który się zdecydowałam, to Fomapan 200. Znowu zasada brzmi, żeby używać najniższej możliwej czułości, czyli powinnam wziąć 100, ale doszłam do wniosku, że 200 jest bardziej uniwersalne, a ewentualne ziarno mi nie wadzi, a wręcz chętnie zobaczę takie prawdziwe analogowe ziarno.

Po skończeniu rolki filmu - w Starcie 66 trzeba pamiętać o przesuwie filmu po każdym zdjęciu - zdjęcia wywołałam w łazience, a na drugi dzień podzieliłam film na odcinki po 3 zdjęcia i zeskanowałam je w skanerze Epson Perfection v550 PHOTO. Skanowałam negatywy też pierwszy raz, nie wiem czy prawidłowo, z tego co pamiętam to bez żadnych poprawek. Poprawek dokonałam w photoshopie, takich jak rozjaśnienie, wyostrzenie i raz wyprostowanie walących się ścian.

Przyszedł czas na zdjęcia. Od razu zaznaczę, że nie są to żadne dzieła sztuki. Błędy czy też problemy z którymi się potkałam po zeskanowaniu zdjęć przerosły moje wyobrażenia. Spodziewałam się pewnych 'usterek', ale te mnie wybitnie zaskoczyły :)

Zdj 1. Bytom, śródmieście północne, widok na kościół św. Barbary
 Zdj 2. Bytom, rynek
Zdj 3. Katowice, rynek
Zdj 4. Katowice, rynek
 Zdj 5. Siemianowice Śl., pola i chaszcze
 Zdj 6. Siemianowice Śl., pola
 Zdj 7. Piekary Śląskie i Siemianowice Śl, pola na granicy dwóch miast
 Zdj 8. Bytom, Cmentarz Ewangelicki
 Zdj 9. Bytom, Cmentarz przy ul Piekarskiej
 Zdj 10. Bytom, Cmentarz Mater Dolorosa
Zdj 11. Bytom, początek ul. Piekarskiej i zabytkowy tramwaj 38

Zdj 12. Bytom

To co rzuciło mi się w oczy po zeskanowaniu filmu to po pierwsze ostrość - nie ma jej tam, gdzie miała być i na co ostrzyłam, a nawet aparat wykazuje tendencje do ostrzenia w prawym dolnym rogu. Na razie to zagadka, ale że jest coś na rzeczy to potwierdzone zostało przez fotografa w ZPAFie. Drugą rolkę filmu będę starała się jakoś wykorzystać z uwagą na ten problem, być może jest to moja wina. Powinnam zrobić jedno czy dwa zdjęcia testowe. Czytałam, że możliwe też jest rozstrojenie obiektywów i wtedy należy oddać aparat do naprawy.

Drugi problem to faktycznie ziarno, ale w ziarnie jakby paprochy różnej wielkości. W sumie Fomapan to film amatorski i najtańszy, więc można to ewentualnie przegryźć, gdyby nie to, że na zdjęciu nr 5 i 6 (wyraźniej) widać pasek biegnący przez cały kadr po lewej stronie. I tylko na tych dwóch zdjęciach, a one były zrobione kolejno po sobie. Zdjęcie nr 7 ma zaświetlone pasy. Przekopałam cały internet i znalazłam fotografa, który też miał ten sam film i też pokazał wszystkie klatki z niego i u niego również wystąpiły te same problemy. Więc czyżby to wina filmu? Nawet gdzieś przeczytałam, że tylko Fomapan 200 ma takie artefakty, a 100 i 400 już nie. Ta teoria nie spotkała się z poparciem fotografów w Zapfie, doświadczonych w fotografowaniu na filmie i dobrze znających ten film. Coś jednak jest na rzeczy, skoro ktoś inny miał te same "filtry", bo dokładnie takie same"filtry" spotyka się w programach do obróbki zdjęć.

Filtry! Z wykrzyknikiem. Kolejny problem i trudniejszy do rozwiązania. Te zdjęcia aż błagają o zastosowanie kolorowych filtrów do fotografii czarnobiałej, jak np zdjęcie nr 12, aby rozróżnić poszczególne tony. Tylko gdzie ja takie filtry mam dorwać? Kiedy Startów jest od groma tak filtrów nigdzie nie ma :( Będę musiała coś wymyślić, bo już po pierwszym filmie wiem jakie to ważne w fotografii czarnobiałej.

Podsumowując, w pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam te zdjęcia na ekranie monitora to się załamałam. Przecież każde zdjęcie robiłam 20 min, precyzyjnie ustawiając ostrość i kontrolując ją jeszcze na skali odległości, a tu taki pasztet. Nieostre, ziarniste, z zaświetleniami, zabłąkanymi kreskami, paprochami i jeszcze bez filtrów - po co się tak męczyć dla takiego efektu?! Jednak po chwili przyszło opamiętanie i zaczęłam dostrzegać w tym piękno. No właśnie PO TO!

Te zdjęcia mają swój klimat! Aby uzyskać taki efekt musiałabym zdjęcie cyfrowe specjalnie psuć przy użyciu filtrów a efekt byłby z góry określony, byłby nudny i mdły. 
Natomiast fotografowanie na potocznie mówiąc kliszy jest jedną wielką przygodą, a efekt nie jest chłodną kalkulacja, ale mają na niego wpływ czynniki również niezależne od nas. I to jest właśnie takie fascynujące. U mnie była to miłość od drugiego wejrzenia :)
Nim się obejrzałam do mojej kolekcji trafił Lubitel 166B oraz Smiena 8m - wszystkie mają już brzuszki wypchane kliszami i zobaczymy :) Razem to 60 zdjęć, a to bardzo dużo :D

Pozdrawiam serdecznie :)

7 komentarzy:

  1. Czekam na wywołane klisze z pozostałych aparatów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    moze nie do konca w powyzszym temacie, gdyz chcialam zapytac o znak wodny: jakiego programu uzywasz jego stworzenia i umieszczenia na fotgrafiach? Dziekuje za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :)
      Znak wodny dodaję w photoshopie i nawet nie jest to jakiś specjalny znak wodny, a po prostu warstwa tekstowa, która ma zmniejszone krycie. W taki sam sposób można dodać znak graficzny jakim jest logo. Można to zrobić też w gimpie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Witam, czy podczas robienia zdjęcia dźwignia migawki sama opada na miejsce? A po zrobieniu zdjęcia film blokuje się aż do momentu przesunięcia go?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) Hmm... Na pewno dźwignia migawki sama opada na miejsce, bo to sprawdzałam na sucho nawet, a czy film po zrobieniu zdjęcia blokuje się? W jakim sensie? Wdaje mi się, że tutaj nic się samo nie blokuje, bo film przesuwa się ręcznie i na pewno żadnej blokady do kolejnej klatki nie ma.

      Usuń
    2. Super, dziękuję :)

      Usuń
    3. Aha ok prosze :) zaraz... bo pytasz o dzwignie migawki - to ja trzeba naciagnac recznie a po zrobieniu zdjecia ona wraca na miejsce i wtedy faktycznie jest zablokowana mozlowosc nacisniecia spustu. Film za to sie nie blokuje i dlatego trzeba go pilnowac, bo mkzna przesunac za duzo lub za malo, ale mozna za to zrobic dwa zdjecia - lub wiecej - na jednej klatce. W pierwszej chwili zle skojarzylam o co pytasz, a poki co moj Start lezy z zaladowanym filmem ale wypstrykalam tylko 6 klatek i musialam sobie przypomniec jak to jest w nim, bo procz tego mam jeszcze dwa aparaty analogowe i w kazdym wszystko jest inaczej :)

      Usuń