sobota, 4 listopada 2017

Film na weekend - PO TYSIĄC RAZY DOBRANOC

Witajcie :)
Dziś chciałam Wam polecić film o fotografce wojennej. 
Po tysiąc razy dobranoc to kino traktujące o wojnie w Afryce widzianej oczami Rebecci Thomas, sławnej fotografki wojennej, granej przez Juliette Binoche. Jako akredytowany fotograf relacjonuje ona wydarzenia wojenne - wybuchy, strzelaniny, morderstwa, ale ma też możliwość wejścia za kulisy oficjalnych wydarzeń - do samego serca fanatyzmu religijnego.

Zapraszam!

Po tysiąc razy dobranoc - Juliette Binoche



reżyseria: Erik Poppe

Tadeusz Rolkę kiedyś powiedział, że fotograf ma zostawić babę w domu i iść fotografować, bo tylko sam zrobi dobre zdjęcia. Kobieta fotografa hamuje, bo albo chce do toalety, albo jej zimno, albo jest głodna...  wciąż marudzi i nie pozwala skupić się na pracy. Czasy się zmieniły. Dziś jest więcej fotografek niż fotografów ;)

Rebecca (Juliette Binoche) jest jednym z pięciu najlepszych reporterów wojennych. Do pewnego momentu w jej życiu wszystko układało się idealnie - Rebecca wyjeżdżała na misje do Afryki i robiła zdjęcia, które przynosiły jej sławę. Mąż zajmował się dorastającymi córkami i opiekował się domem. Jednak coś zaczyna się psuć we wzajemnych stosunkach rodzinnych. Coraz trudniej żyć ze świadomością, że mama może już nigdy nie wrócić z wojny. Ale jeszcze gorzej zdać sobie sprawę, że dla matki i żony fotografia jest pierwsza przed rodziną.

Choć fotografię wojenną mało kto uprawia, to problemy jakie mogą wyniknąć z zawodu fotografa czy fotograficznego hobby, dotykają już bardzo wielu fotografujących. Wszystko co robimy z miłości, czemu się poświęcamy, jest sztuką kompromisów i to również kompromisów osób, z którymi żyjemy na co dzień. Często wymagamy za wiele od innych sami dając za mało, bo jesteśmy zaślepieni swoją pasją.

Żyjemy w rozmaitych środowiskach i mamy rożne zamiłowania oraz przekonania, w które wierzymy i które nas napędzają - ale pasja też zaślepia i przesłania nam świat rzeczywisty i może nas zniszczyć. Dla jednych taką pasją jest hobby czy praca, dla innych religia.
I o tym właśnie jest ten film.

Słowo o tym filmie pisałam już wielokrotnie, usuwając za każdym razem to co napisałam wcześniej. Dlatego na tym poprzestanę, bo naprawdę minie kolejnych parę miesięcy zanim dodam ten film do mojego ulubionego działu na tym blogu, czyli Film na weekend :) 
Obejrzałam go też ze względu na ten post już ze trzy razy i za każdym razem jedynie się upewniłam jak dobry i głęboki jest to film. Na Filmwebie różne są komentarze, ale sądzę, że większość osób je piszących nie fotografuje i dlatego sporo traci na przekazie. Jest to z całą pewnością wybitne dzieło. I nie wierzcie mi na słowo - ale jak to fotografowie: na oko ;) 

Tutaj film za darmo ->  https://www.cda.pl/info/po_tysi%C4%85c_razy_dobranoc

CIEKAWOSTKA:
Rebecca pracuje na dwóch aparatach marki Canon i są to 5D mark III oraz D1 X.

Ps. Filmów już zobaczonych i czekających w kolejce mam jeszcze sporo, a jeszcze więcej tych nie zobaczonych, więc jest na co czekać :)




UWAGA SPOILER!

Jestem właśnie po czwartym już chyba seansie tego filmu - filmy o fotografach to jedyne filmy, które mogę oglądać w kółko te same. Dziś nie mam wiele cytatów, nie mam też zdjęć z filmu. Cała ta recenzja okazuje się jedną z najtrudniejszych, więc pomyślałam, że wyjątkowo dopiszę coś co w sumie mogłoby być wstępem, ale nie chcę psuć tej mocnej sceny zdradzeniem tego co niej będzie. Nie czytajcie dalej przed obejrzeniem filmu, ale po obejrzeniu podzielcie się swoimi refleksjami na temat tego co tu zaraz napiszę.

Jedną z pierwszych scen wprowadzających do filmu jest sytuacja, w której Rebbeca jedzie autem z kobietą, która jest cała obłożona bombami i gwoźdźmi. Kobieta ta chce wysadzić się w powietrze zabijając przy tym możliwie jak najwięcej osób.
Samochód dojeżdża do placu targowego. Rebbeca wychodzi z samochodu i oddala się na bezpieczną odległość. Widzi, że wokół samochodu chodzą tłumy ludzi - kobiety, mężczyźni, dzieci - ludzie są nieświadomi tego co zaraz ma się wydarzyć. Jednak Rebecca to wie, a mimo to nie robi nic. Stoi i czeka gotowa do robienia zdjęć. Ale w głębi duszy walczy ze sobą. Przypatruje się dzieciom - chłopcom bawiącym się radośnie balonami, dziewczynce, która mogłaby być jej córką. W końcu wybucha i zaczyna krzyczeć - bomba! Uciekajcie!
Ludzie nie rozumieją w pierwszej chwili co się dzieje. Oglądają się wokół. W końcu szarpanina w samochodzie powoduje, że parę osób rzuca się do ucieczki. Za nimi zaczynają uciekać inni. Jednak bomba wybucha. Odrzut jest tak duży, że Rebecca przelatuje kilka metrów w tył. Gdy upada na ziemię w głowę uderza ją jej aparat Canon 5D mark III. Kobieta mdleje. Jednak zdoła się jeszcze podźwignąć, aby zrobić to ostatnie zdjęcie. 
Wielokroć oglądałam tą scenę, nawet więcej razy niż cały film i wciąż mam wrażenie, że nie jest to zwykła scena, ale że zawarte jest w niej drugie znaczenie. To jakby kpina losu, że ten aparat uderza fotografkę prosto w czoło. Nie obrywa kamieniem, ale właśnie aparatem, jakby los chciał jej odpłacić tym poniżającym gestem, jakby mówił - "widzisz? mogłaś uratować tych ludzi, mogłaś zareagować wcześniej, ale tego nie zrobiłaś, bo TO zdjęcie było dla Ciebie ważniejsze. Zatem "a masz" i udław się tym aparatem i tymi zdjęciami!".
Czy również macie takie odczucia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz