sobota, 7 kwietnia 2018

Film na weekend - FOTOGRAF WESELNY #23

Hej :)
Dziś mam dla Was komedię :) Fotograf weselny to film, którego głównym bohaterem jest metalowiec z małej mieściny w Szwecji, pragnący zostać fotografem weselnym. Fotografuje z pasją swoim małym kompaktem małomiasteczkowe życie aż pewnego dnia stawia wszystko na jedną kartę, bierze kredyt bez poręczeń i kupuje aparat kosztujący majątek. Czy spełni marzenia? 


- dostałeś moje zdjęcia? Marzę o zawodzie fotografa.
- no to nim zostań!
- to nie jest takie łatwe. Potrzebny jest lokal, dobry sprzęt...
- weź kredyt!
- tutaj nie ma klientów.
- przeprowadź się tam, gdzie są.

Scenariusz i reżyseria:  Ulf Malmros
rok premiery: 2009
Produkcja: Szwecja

A teraz po kolei, bo wcale tak prosto nie było. Robin (Björn Starrin) pracuje z rodzicami w fabryce, która choć rozsiewa smród siarki, daje ludziom pracę. Nagle fabryka zostaje zamknięta i ludzie tracą pracę. Robin, wbrew rozsądkowi i na przekór wszystkim kupuje nowy aparat. 

- dostałeś jakieś zlecenie? - spytał chłopiec
- minął JUŻ tydzień! sprzedaj w diabły ten aparat! - rzekł ojciec
- dałem kolejne ogłoszenie! Uda mi się! - odparł Robin


Długo polowałam żeby dojrzeć w kiepskiej jakości filmie model lustrzanki, którą fotografował Robin (ściągnęłam 3 wersje tego filmu aż ;) ) i w końcu wiem - to Canon EOS 1D prawdopodobnie Mark III, nowsza wersja tego aparatu pojawiła się 20 października 2009, a film miał premierę 16 października. A tak dopowiadam, bo ja akurat lubię takie szczegóły ;) Szczególnie, że migawka trzaska jak szalona bez przerw, a to robi wrażenie ;) No, chyba, że ktoś fotografuje w jpg. Eee mniejsza, zawsze gdzieś zbłądzę myślami. Wracając do filmu. 


Czy kiedykolwiek mieliście tak, że wierzyliście w coś, co u innych budziło politowanie a nawet śmiech, a Wy wierzyliście mimo to, że to jest Wasza droga? Chyba artyści często z czymś takim muszą się zmierzyć. O tym właśnie jest ten film. 

Robin poznaje aktora Jonnego i dzięki niemu z małego, ciasnego miasteczka, dostaje się do wyższych sfer, gdzie stara się sfotografować ślub swoim nowym aparatem. Arogancją podbija brak pewności siebie. Zachowuje się jak słoń w składzie porcelany, ubrany na swój oryginalny sposób. Wszyscy traktują go jak nieszkodliwego pajacyka, który wnosi jakieś ożywienie do sztywnego towarzystwa, w związku z czym mimo że nieproszony, nie jest przepędzany. W trakcie robienia zdjęć Robin dostrzega między gośćmi piękną fotografkę Astrid. Choć koślawo, ale jednak, zaczyna między nimi iskrzyć i rodzą się plany wspólnej współpracy fotograficznej.


"Fotograf weselny" to jednak gorzka komedia. Z głupkowatej z początku przeradza się podstępnie w seans wdzierający się w duszę. To jakby teatr masek. Każdy tutaj stara się stworzyć siebie przed innymi, knuć na swoją korzyść, lecz Ci inni też knują i widzą to, co chcą zobaczyć, nawet to co chcesz ukryć. Jak to w rodzinie - na pozór wszystko w porządku, ale szpila za szpilą wbijana jest w serce.
Jonny jest członkiem tej szlachetnej rodziny, artystą aktorem, którego nikt nie bierze na poważnie, a wszyscy z niego kpią. Oczywiście, jak to w tej rodzinie, nic prosto w oczy. Za jego plecami wszyscy się z niego śmieją. Z niego i jego pracy jako aktora.
Astrid i jej praca fotografki też nie jest traktowana poważnie, bo ta cała fotografia to wymysł, bo też co to za praca, kiedy się za nią nie bierze pieniędzy?
Matka Astrid kpi z Jonnego, kpi również z córki, mając siebie za najlepszą artystkę w rodzinie, której pewności siebie dodaje to, że jej bohomazy rodem z przedszkola, sprzedają się na pniu z każdą kolejną wystawą. Ale dlaczego? Odpowiedź w filmie.

Ten film obrazuje podłość ludzką, tym boleśniejszą, że artyści są wrażliwymi duszami. Gdzie jest granica, po przekroczeniu której można powiedzieć, że ktoś jest artystą a ktoś... leniem, który nie garnie się do normalnej pracy, żeby zarobić pieniądze? Artyści zazwyczaj są delikatnej konstrukcji. W swoje dzieła wkładają nie tylko talent, ale i swoją duszę. Dzieło się czyta, a czytając dzieło czytamy artystę. Chyba, że twórca to pozer. Jednak prędzej pozerem będzie osoba kasująca krocie za swoje dzieła niż ktoś, kto je tworzy dla samego tworzenia. Łatwo produkować coś pod publikę i dla kasy - wystarczy tylko pewność siebie, arogancja i umiejętność manipulacji otoczeniem, nazywana w dzisiejszych czasach umiejętnością sprzedaży, czy też marketingiem. Ciężko się sprzedawać. Dla artystów to prawdziwa męka. Trudno pogodzić bycie artystą z byciem sprzedawcą. Dla jednych dzieło jest środkiem do zarobienia pieniędzy, a dla innych środkiem wyrazu siebie, wkładem w sztukę. Ta druga strona wkłada cały wysiłek w dzieło, ta pierwsza w sprzedaż. 

To taki mój komentarz gorzki po obejrzeniu Fotografa weselnego. Jak to się dzieje, że filmy o fotografach ryją serce? Niby jest komedia, a składa się z tak trafionych zdań, że sama fabuła staje się mało ważna w stosunku do przekazu. Jonny - wspaniale zagrany  przez Kjell Bergqvist'a - podbił moje serce <3


Zachęcam gorąco do obejrzenia Fotografa weselnego i podzielenia się wrażeniami w komentarzach :)


1 komentarz: