środa, 13 czerwca 2018

Weekend z powieścią: CZARNE LIŚCIE - Maja Wolny #4

Witajcie :)
Dziś opowiem o książce "Czarne liście" autorstwa Mai Wolny, którą udało mi się niedawno zdobyć w internetowej księgarni. Przeglądałam promocje (setki promocji!) i jak zwykle miałam przeczucie, że ona tam jest. Jakaś książka z motywem fotograficznym. Nie myliłam się! Jak tylko zobaczyłam okładkę książki od razu ją kupiłam. Nawet nie sprawdziłam o czym opowiada. To najmniej istotne - i tak przeczytam, bo przecież jest o fotografce :) Tą fotografką jest Julia Pirotte, postać autentyczna, fotoreporterka powojennej Polski. A książka ta jest współczesnym kryminałem. Jak to się ze sobą łączy? 
Zapraszam!



"Czarne liście" to książka wielowątkowa. Teraźniejszość miesza się z przeszłością, a przeszłość odciska się mocno na dniach dzisiejszych, nawet jeżeli chcemy o niej zapomnieć. 

Julia Pirotte w roku 1946 trafia do Kielc, aby udokumentować na fotografiach to, co zostało po pogromie Żydów, którego dopuścili się Kielczanie dzień wcześniej. W mieście zaginął chłopiec. I choć było już po wojnie, wina spadła na Żydów mieszkających w kieleckiej kamienicy. Przecież Żydzi przerabiają dzieci na macę. 42 osoby zginęło z rąk Polaków. Przeżyli wojnę, przeżyli obozy, ale nie przeżyli tego strasznego dnia. 

Bohaterką współczesnych czasów jest natomiast Weronika Czerny - historyk - która zajmuje się badaniem postaw ludności wiejskiej w stosunku do Żydów. Nie wszyscy są zachwyceni wyciąganiem na światło dzienne grzechów dawnej przeszłości. 

Podczas uroczystości upamiętniającej pogrom Żydów znika Laura, córka Weroniki. Podejrzenia padają w pierwszej kolejności na ojca Laury, który jest osobą chorą psychicznie. Ale może to wcale nie on jest winny... Może to szczególne zainteresowania Weroniki i nagłaśnianie niechlubnych faktów  z przeszłości przysporzyło jej wrogów i doprowadziło do chęci zemsty?
Mija dzień za dniem, a po dziecku nie ma śladu... Trwa gonitwa by jak najszybciej znaleźć Laurę. 
Co łączy wszystkich bohaterów tych z przeszłości i tych z teraźniejszości? 

"Czarne liście" ma bardzo wiele wątków, które splatają się ze sobą coraz ciaśniej, aż ostatecznie łączą się w pewną całość. Do samego końca nie wiemy co się stało z Laurą. Autorka świetnie oddaje nastrój panujący w powojennej Polsce. Zabiera nas w małe miasteczka i wsie. Pokazuje postawy różnych ludzi bez oceniania ich, jednak wykazuje motywy ich postępowania. Ocenę zostawia nam. 

Maja Wolny bardzo dobrze ukazała wątek fotograficzny, świetnie się "wcieliła" w postać fotografki Julii Pirotte przez co ta postać wydaje się być autentyczna jakby to sama fotografka o sobie pisała. 

Wielowątkowość, a nawet wielopłaszczyznowość "Czarnych liści" sprawia, że nie umiem jednoznacznie podsumować wrażeń po przeczytaniu tej książki. Myślę, że powinnam przeczytać ją jeszcze raz, aby sobie poukładać w głowie całą tą historię i zależności jakie w niej zachodzą. Przyznam, że nie za bardzo odpowiada mi momentami styl pisania, ale to moje subiektywne odczucia. Jednak jestem pewna, że "Czarne liście" zachwycą niejednego czytelnika. A dla nas fotografów ta książka jest nie lada gratką i powinna znaleźć się w osobistej biblioteczce.

Warto przyjrzeć się też samej fotografce, której niestety nawet nie znałam, ale dzięki autorce "Czarnych liści" mogłam zwrócić na nią uwagę.
O samej fotografce powstał dokument filmowy, jednak nie wiem, gdzie można go zobaczyć, ale znalazłam dwa filmiki, które zawierają jego fragmenty i w których wypowiada się sama fotografka:
Z punktu widzenia książki warto zobaczyć szczególnie drugi filmik, w którym pokazane jest miasteczko Końskowola  i dom Julii Pirotte opisany w "Czarnych liściach".

Polecam tą książkę gorąco, a jak ktoś już przeczytał to proszę o podzielenie się wrażeniami. Napisałam do pani Ani z Czytam i Piszę na you tube, bo od długiego już czasu widzę tą książkę u niej na półce, a filmiku z wrażeniami po przeczytaniu nie było. Próbowałam się dokopać do jakiegoś zbiorczego, lecz też mi się nie udało. Trudno mi uwierzyć, że ta książka przeszła bez echa. Jeżeli dostanę odpowiedź to wkleję ją tutaj.

A tymczasem.... do następnego :)
Pozdrawiam
K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz